Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

 

  Żenada, rozłamy i wojny, z politykami bez klasy w tle …

 

To co zafundowało Polakom na II rocznicę katastrofy smoleńskiej PiS przeszło najśmielsze przypuszczenia związane ze sposobem uczczenia tej rocznicy. Przypominanie fragmentów tego żenującego i szmirowatego spektaklu w reżyserii prezesa i zagraniu przez niego głównej roli oraz ról w wykonaniu tak wybitnych aktorów jak o. T. Rydzyka, posła A. Macierewicza, a nawet powszechnie cenionego i lubianego Jana Pietrzaka - nie ma sensu i to nie tylko dlatego, że bodaj wszyscy już to znają, ale przede wszystkim dlatego, że można by niechcący zrobić reklamę tak skomponowanej polityczno - literackiej ramocie.

Ważniejsza jest tutaj zarówno geneza tego wstydu, jak i przede wszystkim konieczność zadania pytanie o to, co potem, czyli – co teraz? Wiele wskazuje, że trwonimy ogromny kapitał siły moralnej i politycznej, jaki  posiedliśmy trzydzieści i dwadzieścia lat temu. Polska już teraz nie może jawić się w oczach Europy i świata jako uosobienie zwycięskiego romantycznego bohatera, jak kiedyś: „Polska Winkerliedem narodów”, a raczej staje się „błaznem Europy”.   Notabene walnie przyczynia się do tego dawny piewca romantycznego zrywu Polaków Jan Pietrzak - usidlony przez malutkiego prezesa.

Genezy tej sytuacji szukać należy w politycznych ambicjach prezesa i jego dworaków. W tych zachciankach stracił prezes wszelką miarę, jakby mówił: „po nas choćby potop”. W ten sposób mamy do czynienia z oczywistą farsą i ewidentnym „chichotem historii”, który brzmi jak łabędzi śpiew i musi skończyć się wielką klęską i tragedią tych ludzi i państwa! W naszej historii już to przerabialiśmy i dlatego należy szybko zejść z tej równi pochyłej, aby powstrzymać ten proces

Nie będzie to łatwe. PiS jest bowiem dzielnie wspomagana w swoim sposobie oddziaływania przez różnych „wybitnych” twórców naszej politycznej (i moralnej) rzeczywistości. Oto dawni przyjaciele i współpracownicy mijają się na cmentarzu podczas obchodów II rocznicy smoleńskiej tragedii w sposób tak bardzo obojętny, że aż obraźliwy, żeby nie powiedzieć - wrogi. A tak na marginesie: gdzie tu chrześcijańskie wybaczanie i miłość bliźniego?…

Brak klasy u polityków jest też elementem tego wstydu i żenady, które każą się nam rumienić, gdy oglądamy podpatrzone zachowania naszych quasi polityków, np. senatora Koguta, który wprawdzie z PiS-em niewiele ma wspólnego, to jednak reprezentuje ten sam charakterystyczny styl zachowania, gdy z bezczelnym uśmiechem wyjaśnia, że jest przecież człowiekiem i wolno mu ulec emocjom. Oczywiście, wolno, ale w takim razie jego miejscem postoju i towarzystwem adorującym powinna być tradycyjna budka z piwem, którą niestety, trudno już spotkać i stąd chyba zamiana miejsca na Senat.

Ten pierwszy z brzegu przykład ze sfery obyczajowości naszych polityków powinien niedwuznacznie wskazać jednak na nas, tzw. szarych obywateli i wyborców, którzy bez dostatecznej znajomości ludzi, obdarzamy ich tytułami i zaszczytami. Innymi słowy, mamy to, na co zasługujemy i pretensje powinniśmy najpierw kierować do siebie. Na dole, wśród wyborców panuje tymczasem takie zamieszanie i poplątanie treści i ludzi (kto kim jest), że doprawdy trudno się dziwić ludziom z powodu tak wysokiego stopnia ogłupienia. Na marginesie warto przypomnieć, że czas zmienić ordynację wyborczą i dać szansę wyborcom głosowania na ludzi, a nie na partie.

Pół biedy – jak mówią optymiści, jeżeli brak klasy u polityków dotyczy sfery obyczajowej. Nie wybaczalne jest natomiast przeniesienie takiej obyczajowości do sfery polityki i to na najwyższe szczeblach władzy. Oto na otwarcie posiedzenia Sejmu w II rocznicę tragedii smoleńskiej pani Marszałek Sejmu zaproponowała posłom przyjęcie oficjalnego tekstu poświęconego wspomnieniu tragicznej śmierci prawie stu wybitnych postaci naszego życia społeczno - politycznego, nie wymieniając z imienia najważniejszej osoby poległej w tym wypadku, tj. Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Nie jest możliwe, aby to było zwykłe przeoczenie – nie może się wszak zdarzyć taki błąd w tym miejscu i czasie. Fakt ten słusznie odebrany został jako polityczna tendencja mająca na celu świadome pomniejszenie znaczenia osoby zmarłego prezydenta. Całe szczęście, że na interwencję posła PiS, po przerwie błąd ten naprawiono. Klasa polityków tymczasem nie jest wyznaczana ich miejscem w ławach poselskich czy zajmowanymi stołkami, ale objawiać się powinna m.in. sposobem myślenia, np. wspaniałomyślnością, działaniami z poza wszelkich interesów politycznych, bez antypatii lub sympatii.

Ocenianie spraw przez pryzmat własnego nosa, czyli wąskimi interesami partyjnymi, a nawet wyłącznie osobistymi daje wynik który obserwujemy na szerokiej scenie politycznej, a więc m.in. rosnące tendencje rozłamowe. Podzielona prawica, żeby być widzialną nadrabia krzykiem okolicznościowym, jak w wykonaniu PiS, lub buńczucznymi zachowaniami, jak w wykonaniu Solidarnej Polski (grupy Ziobrzystów) i manifestowanego dystansu do wszystkich i wszystkiego przez grupę Kowala.

Na dole nie jest lepiej. W okręgu toruńsko-włocławskim PiS, poseł Zbonikowski zgłosił pretensje do przeprowadzonych wyborów, na przewodniczącego w tym okręgu, które przegrał jednym głosem z posłem Giżyńskim. Odwołał się więc i dzięki temu wybory zostaną powtórzone. Tak się dzieje, gdy niewiele mając do dania warto mieć chociaż stołek. Wyraźny jednak podział szykuje radny Stocki, do niedawna jeden z filarów medialnych PiS-u we Włocławku, który wystąpił z partii i zakłada nową strukturę Solidarnej Polski w regionie. Przyczyn tej nowej schizmy można się tylko domyślać, a jest nią chyba nie najlepiej układająca się współpraca z nadmiernie ambitnym przewodniczącym (typ małego prezesa).     

Nie lepiej sprawa się ma w całej lewicy, gdzie ledwie z pogromu wyszedł bardzo osłabiony SLD i musi wciąż respektować konkurencyjną Socjaldemokrację oraz Polską Lewicę. Na dodatek złego bruździ nadspodziewanie skutecznie Ruch Palikowa. Ta super lewicowa partia, której ideowym wyrazicielem jest sam lider, bo dotąd nie ma w nazwie symboliki niosącej jej charakter i misję, zdaje się być w wielu kwestiach ważnych dla lewicy w ogóle, wciąż przynajmniej o krok przed SLD. Być może jest to efekt braku odpowiedzialności za słowa i czyny, którymi szasta dość frywolnie, ale dzięki czemu zyskuje wciąż nowych zwolenników, również spośród członków SLD. Nic wiec dziwnego, że Leszkowi Millerowi, przewodniczącemu SLD, od czasu do czasu puszczają nerwy i jak ostatnio, podczas swego wystąpienia w Sejmie, gdy był zaczepiany przez posłów Ruchu Palikota odciął się słowami: „ta naćpana hołota nie jest w stanie mi przeszkodzić”. Tak oto ten jeden z najinteligentniejszych polityków polskiej sceny nie błysnął tutaj klasą dużej miary polityka i zapisał się do klubu polityków bez klasy – tego samego , w którym już są: ,prezes, spec od katastrofy smoleńskiej, A. Macierewicz, pani marszałek, senator Kogut i wielu innych. Wybryk Millera może być zastanawiający? Wobec bowiem nadchodzących wyborów na przewodniczącego SLD, w których jedynym kandydatem jest właśnie Miller, pozwala on sobie na taką jazdę po bandzie. Chyba, że … no właśnie, że o to chodziło… Jest przecież faktem, że SLD stał się programowo mało wyrazisty i potrzebny jest mu chociaż taki akcent zaznaczający siłę i charakter.

Tymczasem, w zachowaniach członków struktur terenowych SLD z jednej strony oczekujących większej wyrazistości ideowo – programowej, daje się jednocześnie zauważyć tendencje do brnięcia starymi koleinami i z trudem, jak we Włocławku, torują sobie drogę nowe poglądy i ludzie. Na ostatnio odbytej konferencji sprawozdawczo – wyborczej, na której wybrano nowego przewodniczącego, Mieczysława Waraksę, o którym mówi się, że choć nie jest rewolucjonistą, to jednak zapowiada spokojne, ale konsekwentne zmiany. Przede wszystkim chce rozszerzonego otwarcia dla ludzi młodych, którzy już w poprzedniej kadencji zamanifestowali swoją chęć głębokiego uczestnictwa w nowej lewicowej odsłonie. Takie rozpoczęte już otwarcie na młodych ma pociągnąć za sobą istotne zmiany programowe (młodzi ludzie – nowe poglądy). Nowy przewodnicy zgadza się z młodymi działaczami i twierdzi, że wobec powstałej w kraju sytuacji społeczno - ekonomicznej przydałoby się wypracować nowy Manifest Komunistyczny. Trzeba – mówi, jakoś ruszyć tę skorupę stereotypów współczesnej lewicowości. Czy jednak Waraksa ruszy tę skorupę, pogodzi swoich ludzi, podrzuci im nowe myślenie, poglądy i chęć do pracy, w miejsce samego tylko bycia i trwania? Większość obserwatorów jest sceptyczna. A zmiana taka staje się potrzebna od zaraz. Oznacza przede wszystkim stworzenie szansy na pojednanie i zjednoczenie całej lewicy.

Dodam, że w tej sytuacji Polska Lewica jawi się partią najbardziej wyraźną na lewicy i jest to znak, że czas najwyższy, aby cała lewica zaczęła myśleć o zjednoczeniu i wyjściu do społeczeństwa z programem odnowy całego naszego życia społeczno-gospodarczego i politycznego. Jeżeli doły partyjne lewicy ulegną do końca atmosferze panującej na górze, zarówno z lewej, jak i prawej strony sceny politycznej, wówczas nie będzie już szans na odnowienie w Polsce prawdziwej lewicy.

 

                                                           Józef Lewandowski

                                                       Przewodniczący Zarządu

                                            Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                              Polskiej Lewicy

      

                     

 
PDF Drukuj Email

                                                                                             OSKARY                
Przed spodziewanym atakiem amerykańsko-izraelskim na irańskie instalacje atomowe na pocieszenie irański film otrzymał Oskara. A, że z przesłania filmu wynika, że Irańczycy oczekują demokratycznych zmian w swoim kraju amerykańska interwencja tym bardziej nabiera krwawych rumieńców. Co prawda nie wynika, że mają  być to zmiany w amerykańskim stylu ale też wiemy, że USA mają carte blanche na interpretację zdarzeń i przeinaczanie faktów. Wiadomo też, że wolność, demokracja i troska o bezpieczeństwo świata idzie w parze z bombardowaniami i interwencją zbrojną Stanów Zjednoczonych. Szczególnie gdy dotyczy to krajów bogatych w strategiczne zasoby surowcowe albo też o szczególnym strategicznym położeniu. Iran niestety w stu procentach spełnia te wymagania. Co prawda interwencję zawsze trzeba czymś szlachetnym uzasadnić ale po doświadczeniach Iraku mało kto wierzy w jakiekolwiek amerykańskie „dowody” czy zapewnienia. Dodatkowo kryzys gospodarek zachodnich nie ma zamiaru się skończyć więc wojna i znalezienie kolejnego wroga, którego wszyscy powinniśmy się bać bardzo się przyda. Coraz bardzie stumanione społeczeństwa dobrobytu chętnie to kupią. Nam pozostaje czekać aż następną niebezpieczną i absurdalną awanturę uzasadni polski minister spraw zagranicznych, którego zadaniem jest przedstawianie interesów amerykańskich jako polskiej racji stanu. 

 
PDF Drukuj Email

Nie dla ACTA


Jak zwykle rząd PO zignorował oczekiwania Polaków i podpisał umowę ACTA. Pomimo protestów, braku szerokich konsultacji społecznych i wystąpień organów nadzorujących przestrzeganie praw i wolności obywatelskich takich jak:

 

Rzecznik Praw Obywatelskich (wystąpienie RPO do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska)
Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (wystąpienie GIODO do Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boni)

którzy wskazywali na zagrożenie poszczególnych praw jednostki Premier Donald Tusk postawił na swoim i wydał polecenie podpisania ACTA Ambasadorowi Rzeczpospolitej Polskiej w Japonii argumentując to tym, że można nie ratyfikować podpisanej umowy.

W związku z czym, stawiam pytanie: To po co ją kazał podpisywać? i robić pośmiewisko z Polski – podpisują a nie ratyfikują to znaczy nie wiedzą co podpisali? a może chodzi tylko o zamydlenie oczu opinii publicznej i ratyfikacja umowy nastąpi poprzez dyscyplinę partyjną bez oglądania się na oczekiwania społeczeństwa.

Dla jasności stanowisk Polska Lewica jest za ściganiem przestępstw przeciwko własności intelektualnej ale przeciwko ograniczaniu wolności obywatelskich.

Inne kraje,które miały zastrzeżenia do umowy ACTA nie zdecydowały się na jej podpisanie. Są to: Cypr, Estonia, Niemcy, Słowacja czy Holandia.

 

 


 
PDF Drukuj Email

 Czas przebudzenia i przemiany

                                                                                                                                  

Kruk krukowi oka nie wykole i dlatego potrzebni są tacy, co będą nie tylko krukom na ręce patrzeć, ale też przynajmniej czasami za nich myśleć, a nawet kreować nowe, oczekiwane przez społeczeństwo sytuacje.

Wbrew odczuwalnemu kryzysowi, nie tylko w sferze gospodarki, lecz tak samo, a może bardziej w życiu społeczno – politycznym, nasze społeczeństwo nie chce pozostawać biernym wobec konformizmu władzy. Konformizm ów panuje we wszystkich sferach zarządzania i szczeblach władzy. Stan taki widoczny jest zarówno wśród urzędników państwowych, jak i samorządowych. Przestrzeganie przepisów odbiera urzędnikom samodzielność w myśleniu i działaniu – stają się oni zwykłymi kukłami reagującymi tylko na pociągnięcia sznurkami – paragrafami. Widoczny jest w ich zachowaniach nie tylko grzech zaniechania, ale przede wszystkim kompletny braku empatii, tej bardzo szeroko rozumianej, dotyczącej zarówno jednostki jak i grup społecznych. Jest to straszna choroba, powiedziałbym, że nawet inwalidztwo. Co gorsze, choroba ta jest bardzo zaraźliwa. Łatwo bowiem przenosi się z urzędników na tzw. samorząd lokalny. Piszę „tak zwany” ponieważ wiele wskazuje, że jest on bardzo wątpliwym samorządem, raczej tylko z nazwy i przypisanych mu kompetencji. Najbardziej przykre jest to, że tak jak u urzędników, jego członkowie, czytaj - radni, pozwolili założyć sobie wędzidła i końskie okulary. Na skutek tego zabiegu pilnują uparcie głównie tylko tego, czego muszą, tj. bez wychylania się i nadmiernych inicjatyw.

Jeżeli nieco głębiej przyjrzeć się działaniu naszych rad to okaże się, że niby robią wszystko, co do nich należy: przychodzą na sesje, posiedzenia komisji, wszędzie głosują, podpisują, mają dyżury, nawet interpelują, przy czym nawet rywalizują w tym zakresie, ale co z tego? Najczęściej zostają „spuszczeni” przez urzędników mocą obowiązujących paragrafów. Wychodzi na to, że tego rodzaju aktywność radnych obliczona jest głównie na robienie dobrego wrażenia wśród wyborców. Zamiast bowiem przed interpelacją, wnioskiem, pomysłem czy inicjatywą, zgłaszanymi na forum rady i nie tylko - zapytać kompetentnych urzędników o możliwości realizacji interesującej ich sprawy, najpierw ogłaszają wszem i wobec te swoje zachcianki - pomysły, po to, żeby później powiedzieć: „prezydent nie chciał, odrzucił, nie wyraził zgody…”. I tak kręci się to błędne koło: chciejstwa, niekompetencji i niemożności. W ten sposób potwierdza się stara prawda, mówiąca że kruk krukowi oka nie wykole. Doskonale zatem uzupełniają się urzędnicy i rajcy w tym „załatwianiu” spraw tak samo trudnych jak i mniej trudnych oraz takich, gdzie w ogóle nie ma sprawy.

Konformizm jednych i drugich wzbudza sprzeciw części, co zdrowszych jednostek i grup w społecznościach, Ostatnio we Włocławku skrzyknęli się ludzie z trzech stowarzyszeń, żeby powiedzieć: nie marazmowi, konformizmowi, aby zatrzymać to „błędne koło” niemożności. Na listopadowym spotkaniu przedstawicieli: Polskiej Lewicy, Stowarzyszenia Nowe Pokolenie i Stowarzyszenia Opinia Włocławian. podpisano dokument powołujący Włocławskie Porozumienie Lokalne, w którym wyrażono chęć „połączenia wysiłków na rzecz wzajemnej współpracy, wspierania się w celu upowszechniania idei samorządowej poprzez tworzenie i wdrażanie programów pobudzania aktywności obywatelskiej …”. Zgromadzeni przedstawiciele tych stowarzyszeń uznali, że w pojedynkę nie przebiją betonu, że potrzebne jest silniejsze działanie. Dlatego też zachęcają inne, działające w mieście stowarzyszenia i zorganizowane grupy do przystępowania do WPL. Przecież – argumentują, nadszedł teraz i już jest czas łączenia się, czas umacniania i zdwajania wysiłków, czas odwagi dla otwartych głów, czas przebudzenia i przemiany. Zakładają, też, że nie chodzi im o totalną krytykę władzy, jak to czynią partie polityczne na różnych zinstytucjonalizowanych platformach, np. sejmu czy rady, w której chodzi najbardziej o to żeby „dołożyć przeciwnikowi – wrogowi, zaistnieć wyraźnie u swoich wyborców, lecz chodzi tutaj o faktyczną pomoc dla władzy, której często trudno jest pokonać własne słabości. Elementy krytyki oczywiście muszą się znaleźć w takich działaniach. Ich potraktowanie i przyjęcie oczywiście zależy od adresatów. Być może egocentrycznie nastawiona władza odrzucać będzie taką pomoc, ale chyba da się wreszcie przekonać do dobrych intencji i woli „nowych gniewnych”.

We wstępnie naszkicowanym programie przewidują m.in. utworzenie Osiedlowych Komisji Dialogu Społecznego, które głębiej i bardziej szczegółowo wnikałyby w problemy mieszkańców osiedli i prezentowały sposoby ich rozwiązywania władzom miasta; opracowanie własnej, społecznej strategii rozwoju miasta; utworzenie Instytutu Pomocy Prawnej, dla obywateli miasta i inne formy i działania wychodzące na przeciw potrzebom mieszkańców i władzom miasta.

W styczniu spotkają się znowu, aby przyjąć ewentualnych nowych członków, skonkretyzować swoje zamierzenia i nadać im kształt programu, który notabene będzie miał charakter otwarty, dynamiczny, aby odpowiadał na zawołania czasu, bo przecież nadszedł czas żeby poprzestawiać te klocki i lepiej je układać.

 

                                                    Józef Lewandowski

                                           Przewodniczący Zarządu Okręgu

                                  Toruńsko-Włocławskiego Nr 5 Polskiej Lewicy

                                                 

                                                

 
PDF Drukuj Email

 Tak na górze, jak na dole!

 

Jeżeli ktoś uważa, że polityczna rozwałka na górze jest typowym stanem dla chwili, w której kształtują się nowe władze państwowe po wyborach parlamentarnych to pogratulować mu optymizmu, a tak naprawdę współczuć z powodu politycznej ślepoty. Ostatnie wybory parlamentarne obnażyły pierwsze rysy i pęknięcia na - z wielkim trudem i przez ponad dwadzieścia lat, klejonym gmachu III RP.

Na marginesie tematu, a w nawiązaniu do rocznicy odzyskania niepodległości po ponad 120-letniej niewoli, tak ! – po 123 latach braku własnej państwowości, należałoby pokusić się o porównanie okresów: niezwykle trudnego dwudziestolecia międzywojennego ze stanem państwa po ponad dwudziestu latach istnienia III RP. Nasi politycy jakoś nie kwapią się do podjęcia tematu i nie ma się co dziwić …Mogłoby się przecież okazać, że efekt  takiego porównanie trzeba by opatrzyć cytatem z zakończenia „Wesela” Wyspiańskiego, który bodaj nie chce mi przejść przez gardło, ale choć „nie chcem to muszem”, z obawy, o to, że duża część byłych i obecnych posłów i wszelkiej maści świeżo wypromowanych polityków, a także, nawet przede wszystkim, nowobogackich, którzy trzęsą tymi politykami, nie mówiąc o bliskich im lokalnych kacykach, nie będzie wiedzieć o co chodzi. Zdradzę więc im, że chodzi o chama, złoty róg i sznur („miałeś chamie złoty róg, został ci się jeno sznur”)! 

Ale ad rem, W tych wyborach wszystkie dotąd liczące się ugrupowania polityczne, z wyjątkiem nowego – „palikotowego”, przegrały! Fakt ten powinien wszystkimi wstrząsnąć, a przynajmniej zostać odebranym jako znamienny, wskazujący na zbliżający się wielkim krokami koniec epoki postsolidarnościowej. Nic to nowego i nadzwyczajnego, że coś znowu przemija. Nie takie struktury czas kruszył, wiec i w tym wypadku można przytoczyć mądrość ludową: „nosił wilk razy kilka…”.

Przede wszystkim odnotowujemy straszliwą klęskę lewicy, reprezentowanej przez SLD, który teraz znajduje się w sytuacji gotowości do zwinięcia sztandaru. Stan ten wynika nie tylko z faktu przegranej Napieralskiego, który nieudolnie usiłował odbudować siłę i znaczenie partii przy pomocy nowych i młodych ludzi. Postawił na nie tych, co trzeba (z wyjątkami), ale najbardziej przeszkadzali mu „dinozaury” – sprawdzeni w betonowaniu postępu i zmian politycy tej formacji. W historii lewicowych partii są to typowe zachowania większości jej polityków (niech wybaczy to sformułowanie Aleksander Kwaśniewski i jemu podobna grupka doświadczonych działaczy lewicy), zachowania mówiące, że: „po nas choćby potop”.

Tak jest na górze jak i na dole! I w tym miejscu dochodzimy do istoty problemu. Niby „żelazny”, jak się powszechnie sądziło – elektorat, jakoś rozmył się i musiało zabraknąć głosów poparcia dla dinozaurów, ale nie tylko, bo w tej fali niechęci do „eseldowskiej” lewicy zabrakło głosów również dla młodych, jak dla Napieralskiego, na górze i jak dla Kukuckiego, na dole (młodego, ambitnego, ale za bardzo wyrywnego aktywisty SLD z Włocławka). Przytaczam przykład z Włocławka, ponieważ jest mi ten rejon najbliższy. Kukucki miał być „kwiatkiem do kożucha” dla „odwiecznych” kandydatów: Łuczaka i Pawlaka. Tymczasem brak zaufania do tych ostatnich, jak fala powodzi objął tego pierwszego. I tak oto sprawdza się stara prawda: „jak na górze, tak na dole”! Nie miejsce tutaj i czas na pogłębienie tych konkluzji. Mam nadzieję w przyszłości wrócić do tematu, aby dopowiedzieć jeszcze kilka prawd o „eseldowskiej” lewicy we Włocławku.

Sytuacja na prawym skrzydle politycznego układu w państwie jest bodaj analogiczna do tej z lewego – też zdaje się być podcięta. A jeśli tak to daleko już nie poleci ten nasz orzeł, który – nomen omen, już zaczął być eliminowany w sferze sportu.

Szósta, z kolei przegrana Kaczyńskiego i PiS zeźliła trzech kolejnych, najbardziej charyzmatycznych jego generałów. Fronda ta nie rokuje PiS-owi świetlanych perspektyw, mimo buńczucznych deklaracji samego wodza i pozostałych (jeszcze) poddanych mu generałów. Być może kulać się jeszcze będzie PiS na powierzchni politycznego układu kraju, ale odbywać się to będzie jedynie po równi pochyłej. To co się stało po wyborach to początek końca moherowego hamulca w Polsce, za co niech Bogu będą dzięki i co wyjątkowo słusznie potwierdza jedną z dewiz „pisowskiego” elektoratu, mówiącą że Bóg szczególnie troszczy się o Polskę i Polaków.

I dlatego zgodnie z zasadą: „jak na górze, tak na dole” pęknięcia na „pisowskim”, do niedawna monolicie, objawiają się również na dole. Tak jak tam – wysoko, tak i tu na nizinach partyjnych, co inteligentniejsi aktywiści szukają dróg naprawy, zmian i niejako zapowiadają tym samym swoje odejście. I znowu mówię o tym na przykładzie Włocławka, gdzie ambitny i przesadnie wierny wodzowi jego generał – Łukasz Zbonikowski, który jeszcze tym razem przekroczył próg Sejmu, został zaskoczony nieoczekiwanym buntem również trojga dotąd sztandarowych reprezentantów włocławskiego PiS-u (może tutaj przesadzam w określeniu „bunt”, ale mówię tak trochę na zapas, znając inteligencję i reprezentowany wysoki poziom takich osobowości jak: Stocki, Chmielewski i Borowiak). Obok niereformowalności Zbonikowskiego w organizacji pracy partyjnej, występują sytuacje pochodne tej jego cechy, głównie w zakresie programowania działalności. Braki te dotyczą głównie skostnienia w wewnętrznych stosunkach (wodzowski wzór powielony), brak elastyczności w wykorzystaniu nowych sytuacji społeczno-politycznych tworzących się w mieście i regionie do prowadzenia programowych akcji politycznych, brak atrakcyjności programowych, a zamiast tego koleiny wcześniej wyżłobione siermiężnym narodowo-chrześcijańskim programem, wreszcie, być może - brak satysfakcji osobistych z pracy partyjnej.

Przegrał też w tych wyborach PSL, mimo że utrzymało się na powierzchni, co jest bardziej wynikiem określonej konfiguracji politycznej, a najmniej „osobistą” zasługą partii. Dlaczego? Wydaje się, ze „Peeselowski” elektorat nie jest już typowym wiejskim, bo zmienił on już swoje upierzenie i bardziej go teraz ciągnie do innych sił politycznych, czego w swojej kampanii wyborczej niedostatecznie zauważyło kierownictwo partii, mimo inteligencji, otwartości i nowoczesności myślenia szefa partii i wicepremiera – Pawlaka. PSL zdaje się być również schyłkową już partią wsi, która traci swój tradycyjny charakter na skutek przemian cywilizacyjnych, co znaczy, że nie musi mieć już „swojej” partii. Interesy wsi bowiem stają się coraz bardziej związane z szeroko pojętą gospodarką kraju.

Myślę, że to odczucie potwierdza przykład byłej wicemarszałek Sejmu, Ewy Kierkowskiej z Włocławka. Błysnęła nieoczekiwanie światłem odbitym „peeselowskiej” elity i równie szybko zgasła w prawdziwej weryfikacji. O ile bowiem w poprzednich wyborach zaniesiona była na sejmowy fotel przez głównie typowy wiejski elektorat, to teraz, gdy ten elektorat rozdrobnił się, rozpadł, Kierzkowska nie mogła już uzyskać odpowiedniego poparcia, mimo że wbrew niechętnym spojrzeniom nie tylko niektórych środowisk sejmowych, coraz lepiej radziła sobie z trudną i bardzo odpowiedzialną funkcją wicemarszałka.

Jak na górze, tak na dole – motto niniejszego przeglądu sytuacji „po bitwie” nie byłoby w pełni zrealizowane, gdyby choć na moment nie zatrzymać się przy głównej sile całego układu politycznego w kraju – Platformie Obywatelskiej. Mimo wygranej w wyborach, okupionej zresztą pewnymi stratami, tutaj również uwidoczniły się rysy, nawet pęknięcia dotychczasowego (z pozoru) monolitu partyjnego. Dwaj najważniejsi ludzie partii Tusk i Schetyna weszli już na ewidentne rozdroże, choć starają się bardzo fakt ten ukryć, aby nie dodawać wody na młyn wszystkich osobistych i partii przeciwników. Ale nie tylko z tego powodu grożą partii poważne perturbacje. Jako partia rządząca i odpowiadająca za stan państwa najprawdopodobniej narazi się na poważną krytyką społeczną z racji pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego, którego szczyt powinien przypaść na rok 2013, Tymczasem liderzy zdają się nie dostrzegać zagrożeń i zachowują się jakby nigdy nic, prowadząc swoje personalne gierki na wszystkich szczeblach partyjnej drabiny. Tajemnicą poliszynela jest antagonizm między szefową partii we Włocławku, posłanką Domicelą Kopaszewską a posłem Markiem Wojtkowskim i chyba nie tylko. Te rozdźwięki na górze i na dole w perspektywie mogą doprowadzić do korozji partii, a później całego układu politycznego, który poddany następnie „klinowi” Palikota może chcieć szukać zupełnie nowych wyrazów nie tylko w treściach, ale również w formach.

 Ruchowi Palikota wprawdzie trudno rokować szybką i wspaniałą przyszłość. Ma i mieć będzie jeszcze długo zbyt wielu przeciwników i zbyt mu niechętnych, co przy braku doświadczenia członków Ruchu i popełnianych błędach osłabi i opóźni jego konsolidację jako partii. Bezsprzecznym natomiast wydaje się jego rosnący wpływ na przemiany w sposobie myślenia Polaków na coraz wyraźniejsze torowanie dróg wychodzenia z zaścianka Europy.       

 Przewidując zatem rychły koniec obecnej politycznej „układanki”, należy przypomnieć, że nic takiego nie odbywa się baz bólu, ofiar, strat i pewnego załamania w sferze społecznej i moralnej. Kto więc zapłaci, kto będzie główną ofiarą wszystkich tych dolegliwości? Wiadomo – my! – pobłażliwie nazywani „zwykłymi zjadaczami chleba”, na barki których zawsze nakładano wszystkie rosnące wciąż ciężary związane z zapewnieniem funkcjonowania państwa, układów politycznych i w ogóle utrzymywania tego bałaganu na powierzchni.

Wejście na arenę polityczną Ruchu Palikota, nie oznacza nic innego jak konieczność zasadniczych zmian w kierowaniu państwem i kreowaniu nowych form życia społecznego, obyczajowości i zasad moralnych pozbawionych kościółkowej obłudy, kapitalistycznego chciejstwa, drobnomieszczańskiego tradycjonalizmu, społecznej obojętności, a w ich miejsce postawienie na piedestale wrażliwości na drugiego człowieka, bo Człowiek jest przecież (podobno) najważniejszy! Tak powinno być na górze, jak na dole, żeby nie składać wszystkich dolegliwości na barki tych, co na dole.

 

                                                        Józef Lewandowski

                                                    Przewodniczący Zarządu

                                         Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                            Polskiej Lewicy

                                                 

                      

 
<< Początek < Poprzednia 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 Następna > Ostatnie >>

Strona 119 z 123