Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

Jak na górze, tak na dole …


Ostatnim stadium jest śmiech…

 

 

… bo, gdy już nic nie pomaga, ani prośby, ani groźby, gdy frustracja i stres sięgają szczytu, gdy już ręce opadają, a wszystkie działania są niczym „groch o ścianę”, wówczas pozostaje tylko śmiać się, wyśmiewać swoją rzeczywistość i zapaść się w swój mały, osobisty, poza publiczny świat. Tylko wtedy, być może udaje się odzyskiwać równowagę wewnętrzną i odrobinę radości życia.
 

W wirtualnej rozmowie Tuska z Obamą ten pierwszy pyta – ile wynosi średnia płaca przeciętnego pracownika w USA? Obama odpowiada – około 3 tys. dolarów. A ile wydaje Amerykanin na niezbędne opłaty, takie jak czynsz, energia, woda itp.? - ok. 1,5 tys.- odpowiada prezydent. To co oni robią z pozostałą częścią wynagrodzenia? - dopytuje Tusk. Nie wiem - odpowiada Obama, to ich sprawa. A w Polsce? – rewanżuje się takim samym pytaniem Obama. 1500 zł - odpowiada Tusk. A ile wydają na konieczne opłaty i na życie? – pyta dalej prezydent. Ok. 2 tys. zł – odpowiada premier. To skąd biorą pozostałe 500 zł? – pyta Obama. Nie wiem – odpowiada Tusk, to ich sprawa …

Doczekaliśmy się więc realizacji państwa skrojonego według recepty Korwina – Mike, w którym każdy obywatel ma się martwić o siebie, mieć oczy naokoło głowy, nie dać się nikomu oszukać – nikomu, tj. również państwowym firmom, w tym spółkom, wykonywać testy na uczciwość organizacjom poza bankowym jak „Amber Gold”, nie dać się zabić lub tylko pobić (uwaga! gang pruszkowski prawie wolny, to nic zdrożnego, przecież nic złego nie czynił, więc może dalej swoje robić), debilom nie trzeba pomagać – jak chcą niech się wyżywają na para olimpiadach. Wreszcie, mamusie mogą mordować swoje dzieci, bo to ich dzieci lub chociażby im dane, to mogą z nimi robić co chcą, a zawsze to jedna lub dwie gęby mniej do jedzenia. Można też zakładać, ze   niedługo mamusie każą rodzince zjadać braci i siostrzyczki. Przecież coś trzeba jeść, a pieniędzy nie ma, bo pracy nie ma i wszystko stało się obojętne, tym bardziej obojętne, że przecież jest wódka, na którą zarabiają dzieci wysyłane przez rodziców w celu prostytuowania się. Nie ważne ile przyniosą, jakiej jakości alkohol kupią – każdym przecież można się upić i zapomnieć o całym tym bałaganie.

      Tymczasem nasi przywódcy debatują! Ostatnio pod wodzą małego prezesa zebrali się ekonomiści reprezentujący różne opcje polityczne, żeby przegadać propozycję PiS-u na temat uzdrawiania naszej gospodarki. Mały prezes wyszedł z tej niby debaty dumny i blady, bo z jednej strony ekonomiści rozgadali się jak nigdy dotąd, dając w ten sposób wyraz temu, że jednak można w miarę grzecznie rozmawiać, a nie tylko kłócić się, z drugiej zaś debatę zignorowało wielu wybitnych specjalistów z branży, uważając, że to tylko jeszcze jedna próba zmącenia wody, aby organizatorzy jeszcze coś złowili.


     Wniosek stąd, że już zaczyna się kampania wyborcza – coś szybko?! A jeśli tak, to nie chodzi w tym wszystkim wcale o naprawianie czegoś w państwie, lecz o torowanie sobie drogi do koryta. I oto my sami będziemy wybierać, dawać glejt i pieniądze na rządzenie ludziom , którzy już nas zawiedli. Niczego zatem się nie nauczyliśmy i nadal pozwalamy sobą manipulować, majtać jak kukłami. Oto jeden z takich zapytany kiedy ogłoszono stan wojenny, odpowiedział nie speszony, że w 1989 roku, a powstanie warszawskie wybuchło pod koniec XX wieku.


      Na lokalnych podwórkach nie jest inaczej. Po władzę chcą sięgać, nie przebierając w środkach różni spryciarze i przebierańcy. We Włocławku np. pewien kandydat na prezydenta miasta w ostatnich wyborach powołał do życia partię pt. Ruch Społeczny Lewicy. Nie wiadomo ilu członków liczy ta partia, jaki ma program, ale wiadomo, że przywłaszczyła sobie logo Polskiej Lewicy – partii o zasięgu krajowym. Na zwróconą przywódcy owego Ruchu uwagę, żeby zrezygnował z tego plagiatu, bo może mieć przykrości z tytułu prawnych uregulowań, odparł, że ma to wiadomo gdzie.


     Tak więc odpowiedziałem tutaj na pytanie socjologów i ludzi kultury – dlaczego ludzie nie chodzą do teatru? Nie, nie dlatego, że nie mają pieniędzy, po prostu już nie potrzebują, wszak teatr mają na co dzień w telewizji i na co dzień otaczającym ich życiu.

 

 

                                                           Józef Lewandowski,

                                                       Przewodniczący Zarządu

                                            Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                              Polskiej Lewicy

 
PDF Drukuj Email

Jak na górze, tak na dole …


Radość w żałobnym kondukcie

 

Bardzo chciałbym, aby władza naszego Państwa jednoznacznie określiła – czy na ołtarzu globalizacji i budowy społeczeństwa „dobrobytu” mamy złożyć naszą suwerenność i zrezygnować z własnego państwa. Jeśli tak, to może należałoby przekonać obywateli RP do tej idei i szybko zapewnić ten powszechny, zapowiadany dobrobyt. Jeśli rządzący nie będą chcieć złożyć takiej deklaracji to niech oddadzą władzę, albo jasno oświadczą: „kochani Rodacy, pójdziemy naprzód, tyle, że wzorem szlacheckiej Polski boso, ale w ostrogach”. Wobec sytuacji w jakiej znalazła się większość Rodaków, pewnie gotowi będziemy przyjąć tę drugą opcję, jednakże pod warunkiem, że wszyscy, bez różnic występować będziemy w tych karnawałowych strojach, idąc przed siebie niby w groteskowym kondukcie żałobnym za trumną tysiącletniego państwa dumnych Polaków. Do tej jedność i wspólnoty zobowiązuje nas przecież Konstytucja: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wszystkich obywateli urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej …

Wybaczcie mi te słowa i serio, na trzeźwo spójrzcie na nas, na siebie. Proces utraty suwerenności już trwa i rozwija się, a u jego podstaw leży koniec mitu „zielonej wyspy”, a w to miejsce pogłębiający się kryzys, a wraz z nim dalsze rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa. Oblicza się, że około 14 milionów obywateli żyje na granicy ubóstwa. Są to ci, którzy już nie mogą kupić książki, iść do teatru, nawet do kina, wyjechać z dziećmi na wakacje, ci ze starszej część obywateli, którzy są już na emeryturze lub na rencie, najczęściej chorujący, których wciąż przybywa, a nasze państwo funduje im coraz droższe leki, odbierając szanse na leczenie. Ostatnio, np. dowiedziałem się, że starsza kobieta, chorująca na stwardnienie rozsiane do niedawna otrzymywała za darmo niezbędne lekarstwa, dzisiaj ma zapłacić za nie kilka tysięcy złotych. Co więcej, większość szpitali popadło, inne popadają w poważne zadłużenia, takie, których nie da się już zlikwidować, w związku z czym władza już otwartym tekstem mówi o konieczności sprywatyzowania tych szpitali. Co to oznacza? Ludzie nie są głupi i zdają sobie sprawę z konsekwencji tego procesu – oznacza to wzrost wysokości opłat za leczenie. Szpitale staną się komercyjnymi przedsiębiorstwami, dla których najważniejszym kryterium funkcjonowania będzie zysk, a nie efektywne leczenie. Ironią zdaje się być prowadzenie szeroko zakrojonej akcję zbiórki pieniędzy na Szpital dla Dzieci, którą wspierają m.in. znane postaci telewizji. Ironią jest, bo przecież w niedalekiej perspektywie, po zbudowaniu tej lecznicy okaże się, że trzeba ją sprywatyzować … I znowu będzie tak, że tworzone społecznym wysiłkiem dobra przejdą w prywatne ręce i znowu naszym kosztem  zarabiać będą tzw. ludzie przedsiębiorczy, czyli cwaniacy i oszuści.             

Jeżeli do wspomnianych 14 milionów dodać około 4 miliony osób żyjących już w nędzy, którym co najwyżej proponuje się noclegownie zamiast mieszkań, paczki z Caritasu zamiast pracy i godziwych zarobków. Bezrobocie w kraju, notabene wzrosło do ponad 20 proc. i wykazuje stałą tendencje wzrostową. W tej sytuacji ponad dwa miliony z reguły młodych Polaków, fachowców różnych zawodów, w tym wysoko kwalifikowanych, również naukowców i wynalazców poszukało sobie, a czasami wręcz zostało zaproszonych do pracy na Zachodzie. To jest istna kastracja intelektualna narodu, ponieważ bardzo wielu z tych emigrantów mówi, że nie chcą wracać do kraju. Tymczasem ze strony władz państwowych nie widać wyraźnych ruchów przeciwdziałających temu stanowi. Nie ma żadnego konstruktywnego programu naprawy i zmiany tej sytuacji.

 Bałagan na górze niesie fatalny w skutkach chaos na dole. Bezrobocie stwarza niezwykle korzystne warunki do pracy na czarno. Prywatni przedsiębiorcy są bardzo zainteresowani pozyskiwaniem taniej siły roboczej, a „siła robocza”, czyli najczęściej młodzi bezrobotni podejmują każdą pracę, byle trochę zarobić. To nic, że za połowę wynagrodzenia i to nic, że zdarza się też, iż nawet tego połówkowego wynagrodzenia właściciele firm nie wypłacają, bo przecież „siła robocza” nie ma żadnych praw, nie ma szans poskarżyć się i udowodnić swoje racje. Z psychologicznego punktu widzenia praktyki takie czynią ogromne spustoszenie zarówno w psychice i postawach moralnych tych młodych ludzi („nas oszukano, to my też będziemy oszukiwać”), którzy łapią się każdego najgorszego, najbardziej brutalnego sposobu zdobycia pieniędzy… Patologia zbiera swój plon, a władza buduje nowe, w miarę nowoczesne więzienia, czyli zakłady karne, w których prowadzi się również nowoczesnymi metodami resocjalizacje, w wyniku której „zresocjalizowani” byli przestępcy stają się bardziej doświadczonymi recydywistami i błędne koło nawet nie chce się zamknąć i rośnie, rośnie, dotykając nowych wciąż sfer życia gospodarczego i społecznego i ludzi wcześniej odrzuconych i potencjalnie odrzucanych.

Nowi ludzie stający u progu ekonomicznego załamania sięgają po kredyty, których i tak nie będą mogli spłacić i popadają w nowe uzależnienia, oddając się w brudne ręce różnych pośredników finansowych, prowadzących legalne firmy okradania tych, którzy potrzebują pomocy. Obiecując łatwy, tani i szybki kredyt, każą sobie zapłacić za pośrednictwo i kończą współpracę „sianem się wykręcając”. Dziwić więc muszą nie tylko bardzo wątłe reakcje aparatu ścigania (policji i prokuratury), ale nawet wsparcie moralne dla takich oszustw ze strony niektórych mediów. Ostatnio, np. Tomek Sianecki z popularnego (lubianego) „Szkiełka kontaktowego”, z wielkim zaangażowaniem usiłował wytłumaczyć pewnej oszukanej w ten sposób interlokutorce, że to jej wina, że dała się oszukać, bo nie przeczytała dokładnie i uważnie umowy, którą podpisała. Podobnie zresztą różne poradniki itp. nauki multimedialne przestrzegają i podpowiadają potencjalnym ofiarom chciwości oszustów jak nie dać się wykręcić. Grono oszukanych, zbulwersowanych, wręcz wściekłych na naszą rzeczywistość rośnie, a poprzez zaangażowanie całych rodzin i znajomych trzeba mówić o postępie geometrycznym. Rozgoryczenie, złość i bezsilność obywateli RP rośnie z dnia na dzień i nie pomagają udane imprezy z piłką nożną w tle i wszystkie inne formy rozweselania narodu z komediową telewizją i nudną publicystyką usiłującą wmówić rodakom jak wiele dobrego już zrobiliśmy i jak blisko jesteśmy w tworzeniu państwa porządku, stabilizacji i dobrobytu. W ostatnich latach 105 tysięcy rodaków nie wytrzymało … i  popełniło samobójstwa!...  Pytam więc (retorycznie) – czy ludzie sprawujący nad nami władzę zdają sobie sprawę ze skali ubóstwa, poziomu niezadowolenia, rozgoryczenia i stresu społecznego?! …          

 W tym kontekście, o zgrozo(!), władza proponuje podwyższenie wieku emerytalnego, co może być wymysłem tylko urzędasów, co to w życiu nie skalali się ciężką fizyczną pracą, albo już zupełnie zapomnieli jak to było, gdy stali przy taśmie produkcyjnej, przy tokarce lub na rusztowaniu wznoszonego budynku. Oczyma wyobraźni niech spojrzą na sześćdziesięcioletniego pracownika w tego rodzaju miejscu pracy …  Względy polityki społecznej i gospodarczej, którymi podpierają ten pomysł nasi politycy nie wytrzymują krytyki. Wszyscy ci wodzowie zapomnieli o zasadzie mówiącej, że „najważniejszy jest CZŁOWIEK !” W zamian preferują starą zasadę mówiącą, że „człowiek wszystko wytrzyma!”

Co więcej, w czasie, gdy bieda piszczy, społeczeństwo pogrąża się w marazmie, nasi władcy rozpętali bardzo emocjonalną dyskusję nad problemem in vitro. Dla mnie wynika z niej, że pan Gowin, minister zresztą od sprawiedliwości, chce przejść do historii jako twórca warunków dla rozwoju patologii. Po bożemu rodzić się będą dzieci tam, gdzie nie ma co robić, więc najchętniej płodzi się nowe pokolenie, tj. w rodzinach już wielodzietnych, w których nota bene nie ma co do garnka włożyć, dzieci chodzą głodne, rodzice piją, a policja ściga ich wszystkich i każdego z osobna za złodziejstwo i morderstwa. I znowu mamy do czynienia z konsekwentną realizacją zasady: „człowiek wszystko wytrzyma”. Tym razem dotyczy to kobiet, które będą musiała to wytrzymać i zapomnieć o swoim przyrodzonym prawie do macierzyństwa, miłości do dziecka, do tworzenia pełnej rodziny. Gratulacje dla wszystkich, którzy dali się wkręcić w całą tę aferę z in vitro!

Gdy rozgorączkowani politycy główkują nad in vitro, cwaniaczki z najwyższych półek wykombinowali sobie różne spółki, np. w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, często z udziałem skarbu państwa, aby płacić sobie po kilkadziesiąt tysięcy zł na miesiąc za … samo istnienie i kombinowanie jak tu jeszcze lepiej zarobić. Oni i ich mocodawcy nie wiedzą, a na pewno nie przejmują się dramatem części narodu, biedą i degrengoladą na dole. Ich interesuje tylko to – czy i ile można jeszcze bezkarnie wyrwać z naszych pieniędzy. Sytuacja ta nie odnosi się jedynie do ARiMR, to stan permanentnego i totalnego przekręcania swoich rodaków. Praktyka ta jest stara jak świat, a w kapitalizmie nie powinna nawet dziwić i dlatego tym więcej uwagi powinna władza poświęcać kontroli  w tej sferze gospodarki.. Ja i większość rodaków jednak dziwimy się i winą za te praktyki obarczamy władze, a dokładnie rząd, który przez palce patrzy na te sytuacje. Nie potrafi ani skontrolować tych firm, spółek i ludzi z najbliższego otoczenia władzy, którzy zajmują się biznesem, ani stworzyć właściwego prawa, które przeciwdziałałoby takim praktykom.

O słabości naszej władzy również dobitnie świadczy afera, bo tylko tak można nazwać komedię z ogródkami działkowymi. Okazuje się bowiem, że siedem lat temu, gdy Sejm przyjmował ustawę o ogrodach, była ona zgodna z Konstytucją. Dzisiaj w połowie jej zapisów tej zgodności brakuje. Sędziowie Trybunału Konstytucyjne3go powinni się zatem podać do dymisji. To skandal, ewidentny dowód ich niekompetencji, a może więcej – poddania się presji deweloperów i może szerszego lobby biznesowego, mającego apetyt na atrakcyjne tereny w centrach miast. I znowu nie liczy się tutaj interes miliona działkowców z PZD, lecz interesy bezimiennych biznesmenów. Jedyna tutaj dobra strona to ta, że około czterech milionów obywateli związanych z ruchem działkowym nie będzie już głosować na ludzi obecnej władzy. Chyba, że rodakom nie wystarczy już cierpliwości i poproszą te władzę o rezygnację z pełnionej służby. Tak, służby, o czym ludzie tej władzy zapomnieli! Skutek jest ten, że „Polska nierządem stoi” – jak onegdaj za co drogo zapłaciliśmy – właśnie utratą suwerenności, i państwowości. Ludzie robią co chcą i z niczym się nie liczą. Któryś z wybitnych historyków, publicysta napisał m.in., że rewolucja w Rosja stała się faktem, gdy pewien szewc, pewnego dnia nie otworzył swojego warsztatu pracy, po prostu nie przyszedł do pracy. Mam tylko obiekcje co do tego, czy zdmuchnięcie obecnej władzy nie przyniesie zwycięstwa opozycji, która zacznie sprawować w władzę  z jeszcze gorszymi efektami od obecnej.                                                                                         

Myślenie w kategoriach czubka swojego nosa jest charakterystyczną postawą naszych wybrańców. Oto posłowie Giżyński i Zbonikowski z PiS spotkają się w sądzie dla rozstrzygnięcia sporu o to, kto ma być przewodniczącym PiS w okręgu wyborczym toruńsko-włocławskim. Zbonikowski twierdzi, że w wyborach dokonano przekrętu, a Giżyński manifestacyjnie zdaje się na bezstronność sądu. A zatem nic nowego pod słońcem: „jak na górze,

tak na dole”

 

                                                               Józef Lewandowski,

                                                       Przewodniczący Zarządu

                                            Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                              Polskiej Lewicy

                            

 
PDF Drukuj Email

Dysharmonia tylko czy wielka mistyfikacja?

 

Temat piłki nożnej, tj. mistrzostw Europy zdominował wszystkie bodaj ważne tematy z zakresu polityki, gospodarki, prawa i życia naszego powszedniego. Ktoś, kto spadłby z Księżyca, żeby nie powiedzieć z nieba, co mogłoby być wzięte za prowokację z mojej strony - i trafił nad Wisłę, mógłby pomyśleć, że spadł znowu do nieba, bo oto trafił do wspaniałego kraju, mlekiem i miodem płynącego, pełnego ludzi szczęśliwych, radosnych, kochających się i wszystkich z innych nacji …

Na EURO dostaliśmy około 100 mld euro, które wydatkujemy (piszę w czasie teraźniejszym, bo wszystkich nie zdążyliśmy jeszcze wydać i potrwa to jeszcze, a kraj nasz pozostawać będzie wielkim placem budowy, czyli po części rozkopanym, rozpieprzonym, skonfliktowanym grajdołem, bo to co działo się dotąd było tylko małym preludium, zapowiedzią totalnego bałaganu tak na górze jak na dole. Cóż bowiem sądzić o niedotrzymanych terminach oddawania inwestycji, za co nikt dotąd nie odpowiedział i nie odpowie(!), choć oczywistym jest, że wiele spraw po prostu spieprzono, że podjęto szereg fatalnych w skutkach decyzji, np. z przetargami, albo, że do dzisiaj nie zapłacono wykonawcom, a ci z kolei swoim podwykonawcom za wykonane prace. W rzeczywistości oznacza to, że tysiącom pracowników tyrających nierzadko po 10 i 12 godzin na dobę, z dala od domu, w nienormalnych, bardzo trudnych warunkach i ich rodzinom powiedziano milczeć i czekać, może dostaniecie, co ci się należy.

Nie chcę o tym mówić szerzej i głębiej, bo to wariacje rodem z głębokiego stalinizmu, wielkiej industrializacji, kiedy to twórcom „wielkiego skoku” przyświecały takie, np. zasady: „człowiek wszystko zniesie”; „liczy się sprawa, a nie ludzie”! - bo wstyd mi gardło zaciska i głos odbiera.

Nie będę też rozwodził się nad tym, że mimo wpompowania w naszą gospodarkę tej ogromnej forsy, na rynku pracy prawie nic się nie zmieniło – bezrobocie trwa! A co zatem bida piszczy nadal, a nawet jeszcze bardziej, bo regres gospodarczy, a jednocześnie inflacja już swoje robią (zapowiedzi podwyżek cen energii, gazu, czynszów, podatków) - redukują kolorowy obraz kraju i ludzi „czasu Euro 2012” do odcieni raczej szarych i smutnych.

Mówiąc tak o tych i innych sprawach, problemach nie mam zamiaru dołączać do krzykliwego chórku spod batuty prezesa Kaczyńskiego, dla którego wszystkie te wpadki, niekonsekwencje i głupoty popełniane przez „wiernoty – miernoty’ uczepione rękawa premiera, to istna woda na młyn. Korespondent popularnego „Szkiełka” trafnie zauważył niedawno: „co dla Polski niedobre, to dla PiS-u dobre”. Mały Prezes zanegował wszystko co tylko można dobrego powiedzieć o efektach EURO w Polsce. Trudno bowiem mimo wszystkich wpadek, bałaganu i polskiego „jakoś to będzie”, nie zauważyć ewidentnego skoku cywilizacyjnego, a przede wszystkim efektywności promocji naszego kraju w Europie. Polacy rzeczywiście pokazali się z najlepszej strony, dając wyraz swojej otwartości, sympatii i braku ksenofobii, o którą wciąż jesteśmy posądzani, notabene dzięki szwadronom spod znaku PiS-u, Radia Maryja i różnych innych grup, np. kiboli.

Ważąc efekty EURO na szalach: „tak” oraz „nie” czuję się jednak niejako obezwładniony ilością, różnorodnością i siłą impulsów, odczuć i wrażeń. Plączą się one tak samo mnie jak i wielu rodakom, z racji swojej niespójności i niejednoznaczności. Przepraszam, spójne są w jednym, mianowicie, w tym, że „jak na górze, tak na dole”.

Oto rząd podjął znowu grę w recepty i leki. Niczego w ten sposób nie porządkuje, a tylko dolewa oliwy do ognia. Uderzając w najsłabszy człon społeczeństwa, ludzi starszych i chorujących nie tylko przysparza zwolenników Małemu Prezesowi, ale przede wszystkim czyni rozbrat z ideami socjalnymi, które swego czasu deklarował. W związku z tym na górze powstało ogromne zamieszanie, a protest lekarzy przeniósł się z góry na dół, do pacjentów, którzy wyzywaj, klną władzę i cały nasz porządek. Zastanawiam się nad tym czy tam na górze, nasi rządzący i im najbliżsi nie uczyli się socjologii i historii (Panie Premierze, kto Panu dał dyplom magistra historii?) i nie wiedzą, że popełniane na górze głupoty skutkują w geometrycznym postępie odpowiedzią dołu – najczęściej zdmuchnięciem nieodpowiedzialnej góry ze świecznika władzy. W takiej atmosferze nawet słuszne decyzje rządu odbierane są źle, bo podejrzewane o zamiar kolejnego skrzywdzenia społeczeństwa. Wówczas każda głupota  ogłoszona przez przeciwników rządu przyjmowana jest za dobrą monetę. Tak np. Mały Prezes przedstawił niedawno wizję katastrofy ekonomicznej dla posiadaczy nieruchomości, na skutek rzekomo zapowiedzianego wprowadzenia podatku katastralnego. Uznał On bowiem, że zapisy w dokumencie rządowym w tej sprawie oznaczają w praktyce wprowadzenie takiego podatku. To nic, że premier zdementował tę interpretację podatku, ludzie i tak uwierzyli Małemu Prezesowi i już drżą i buntują się.

W atmosferze towarzyszącej EURO, tak jak sprawa recept i leków, wybuchła bomba redukcji kadr nauczycielskich. Tak naprawdę to wciąż nie rozumiem dlaczego, bodaj od stworzenia świata nauczyciele są szczególnie żle opłacanym zawodem, do tego wiecznie pomiatanym itp. W socjalizmie mówiono, że to zawód nieprodukcyjny, a więc nie musi dobrze zarabiać. Wynika z tego, że w naszym cholernym dzikim kapitalizmie ponieważ nauczyciele też nie budują dróg, więc nie muszą zarabiać jak ci ze sfery produkcyjnej, a najlepiej żeby ich nie było… Znaczy to, że dzieciaki same będą się uczyć (wszystkiego najgorszego) przy pomocy swoich niedouczonych w większości rodziców, a nawet półanalfabetów z patologią w tle.

Lokalne władze popadają w popłoch i zbierają cięgi za nie swoje grzechy, zmuszone podejmować trudne, niepopularne decyzje narzucone z góry. I na dodatek złego dzieje się to w czasie, gdy zabiegają one o absolutoria za rok miniony. We Włocławku, np. gdyby nie większość radnych z opcji rządzącej – SLD, prezydent by przepadł. Zarzuty kierowane pod jego adresem były stereotypowe, bodaj od zawsze podnoszone, ale w kontekście nowych sytuacji społeczno-politycznych zdają się być poważniejsze, bardziej obciążające. Prezydent Włocławka, jednak, tak jak premier i ministrowie uśmiecha się i mówi: takie prawo opozycji, albo: to przecież jedna z zasad demokracji … A ja się zastanawiam czy uznanie takich zasad jest słuszne? Z jakiej racji demokracja ma tolerować, ba respektować głupoty podrzucane przez żądną władzy i poklasku nieodpowiedzialną opozycję? Tutaj coś należy zmienić, najpierw w prawie, przynajmniej na czas kiedy politycy wszystkich szczebli nie dorosną do swej roli, wtedy palestra odpocznie i obywatelom nie będzie się zawracać głowy i ich kosztem zbijać kapitał popularności.     

Przyglądając się temu wszystkiemu zastanawiam się poważnie czy te wszystkie niedorzeczności, braki, błędy i wręcz głupoty na wszystkich szczeblach władzy i w kręgach politycznych to tylko wyrazy dysharmonii towarzyszące wielkim przemianom czy czasami jednak w tym szaleństwie nie ma metody? Być może władza oraz rywalizujący z nią politycy liczą na to, że łatwiej w mętnej wodzie …, czyli w tym całym poruszeniu związanym z EURO da się ukryć, bądź tylko przyćmić i zamazać prawdziwe treści i intencje niektórych decyzji i posunięć. Jeżeli tak, to – uwaga! sytuacja taka zakrawa na wielką manipulację!

A my naprawdę mamy dość takich podchodów … …

                                                                                                                                                                 

                                                          Józef Lewandowski,

                                                       Przewodniczący Zarządu

                                            Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                              Polskiej Lewicy

 
PDF Drukuj Email

 

  Żenada, rozłamy i wojny, z politykami bez klasy w tle …

 

To co zafundowało Polakom na II rocznicę katastrofy smoleńskiej PiS przeszło najśmielsze przypuszczenia związane ze sposobem uczczenia tej rocznicy. Przypominanie fragmentów tego żenującego i szmirowatego spektaklu w reżyserii prezesa i zagraniu przez niego głównej roli oraz ról w wykonaniu tak wybitnych aktorów jak o. T. Rydzyka, posła A. Macierewicza, a nawet powszechnie cenionego i lubianego Jana Pietrzaka - nie ma sensu i to nie tylko dlatego, że bodaj wszyscy już to znają, ale przede wszystkim dlatego, że można by niechcący zrobić reklamę tak skomponowanej polityczno - literackiej ramocie.

Ważniejsza jest tutaj zarówno geneza tego wstydu, jak i przede wszystkim konieczność zadania pytanie o to, co potem, czyli – co teraz? Wiele wskazuje, że trwonimy ogromny kapitał siły moralnej i politycznej, jaki  posiedliśmy trzydzieści i dwadzieścia lat temu. Polska już teraz nie może jawić się w oczach Europy i świata jako uosobienie zwycięskiego romantycznego bohatera, jak kiedyś: „Polska Winkerliedem narodów”, a raczej staje się „błaznem Europy”.   Notabene walnie przyczynia się do tego dawny piewca romantycznego zrywu Polaków Jan Pietrzak - usidlony przez malutkiego prezesa.

Genezy tej sytuacji szukać należy w politycznych ambicjach prezesa i jego dworaków. W tych zachciankach stracił prezes wszelką miarę, jakby mówił: „po nas choćby potop”. W ten sposób mamy do czynienia z oczywistą farsą i ewidentnym „chichotem historii”, który brzmi jak łabędzi śpiew i musi skończyć się wielką klęską i tragedią tych ludzi i państwa! W naszej historii już to przerabialiśmy i dlatego należy szybko zejść z tej równi pochyłej, aby powstrzymać ten proces

Nie będzie to łatwe. PiS jest bowiem dzielnie wspomagana w swoim sposobie oddziaływania przez różnych „wybitnych” twórców naszej politycznej (i moralnej) rzeczywistości. Oto dawni przyjaciele i współpracownicy mijają się na cmentarzu podczas obchodów II rocznicy smoleńskiej tragedii w sposób tak bardzo obojętny, że aż obraźliwy, żeby nie powiedzieć - wrogi. A tak na marginesie: gdzie tu chrześcijańskie wybaczanie i miłość bliźniego?…

Brak klasy u polityków jest też elementem tego wstydu i żenady, które każą się nam rumienić, gdy oglądamy podpatrzone zachowania naszych quasi polityków, np. senatora Koguta, który wprawdzie z PiS-em niewiele ma wspólnego, to jednak reprezentuje ten sam charakterystyczny styl zachowania, gdy z bezczelnym uśmiechem wyjaśnia, że jest przecież człowiekiem i wolno mu ulec emocjom. Oczywiście, wolno, ale w takim razie jego miejscem postoju i towarzystwem adorującym powinna być tradycyjna budka z piwem, którą niestety, trudno już spotkać i stąd chyba zamiana miejsca na Senat.

Ten pierwszy z brzegu przykład ze sfery obyczajowości naszych polityków powinien niedwuznacznie wskazać jednak na nas, tzw. szarych obywateli i wyborców, którzy bez dostatecznej znajomości ludzi, obdarzamy ich tytułami i zaszczytami. Innymi słowy, mamy to, na co zasługujemy i pretensje powinniśmy najpierw kierować do siebie. Na dole, wśród wyborców panuje tymczasem takie zamieszanie i poplątanie treści i ludzi (kto kim jest), że doprawdy trudno się dziwić ludziom z powodu tak wysokiego stopnia ogłupienia. Na marginesie warto przypomnieć, że czas zmienić ordynację wyborczą i dać szansę wyborcom głosowania na ludzi, a nie na partie.

Pół biedy – jak mówią optymiści, jeżeli brak klasy u polityków dotyczy sfery obyczajowej. Nie wybaczalne jest natomiast przeniesienie takiej obyczajowości do sfery polityki i to na najwyższe szczeblach władzy. Oto na otwarcie posiedzenia Sejmu w II rocznicę tragedii smoleńskiej pani Marszałek Sejmu zaproponowała posłom przyjęcie oficjalnego tekstu poświęconego wspomnieniu tragicznej śmierci prawie stu wybitnych postaci naszego życia społeczno - politycznego, nie wymieniając z imienia najważniejszej osoby poległej w tym wypadku, tj. Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Nie jest możliwe, aby to było zwykłe przeoczenie – nie może się wszak zdarzyć taki błąd w tym miejscu i czasie. Fakt ten słusznie odebrany został jako polityczna tendencja mająca na celu świadome pomniejszenie znaczenia osoby zmarłego prezydenta. Całe szczęście, że na interwencję posła PiS, po przerwie błąd ten naprawiono. Klasa polityków tymczasem nie jest wyznaczana ich miejscem w ławach poselskich czy zajmowanymi stołkami, ale objawiać się powinna m.in. sposobem myślenia, np. wspaniałomyślnością, działaniami z poza wszelkich interesów politycznych, bez antypatii lub sympatii.

Ocenianie spraw przez pryzmat własnego nosa, czyli wąskimi interesami partyjnymi, a nawet wyłącznie osobistymi daje wynik który obserwujemy na szerokiej scenie politycznej, a więc m.in. rosnące tendencje rozłamowe. Podzielona prawica, żeby być widzialną nadrabia krzykiem okolicznościowym, jak w wykonaniu PiS, lub buńczucznymi zachowaniami, jak w wykonaniu Solidarnej Polski (grupy Ziobrzystów) i manifestowanego dystansu do wszystkich i wszystkiego przez grupę Kowala.

Na dole nie jest lepiej. W okręgu toruńsko-włocławskim PiS, poseł Zbonikowski zgłosił pretensje do przeprowadzonych wyborów, na przewodniczącego w tym okręgu, które przegrał jednym głosem z posłem Giżyńskim. Odwołał się więc i dzięki temu wybory zostaną powtórzone. Tak się dzieje, gdy niewiele mając do dania warto mieć chociaż stołek. Wyraźny jednak podział szykuje radny Stocki, do niedawna jeden z filarów medialnych PiS-u we Włocławku, który wystąpił z partii i zakłada nową strukturę Solidarnej Polski w regionie. Przyczyn tej nowej schizmy można się tylko domyślać, a jest nią chyba nie najlepiej układająca się współpraca z nadmiernie ambitnym przewodniczącym (typ małego prezesa).     

Nie lepiej sprawa się ma w całej lewicy, gdzie ledwie z pogromu wyszedł bardzo osłabiony SLD i musi wciąż respektować konkurencyjną Socjaldemokrację oraz Polską Lewicę. Na dodatek złego bruździ nadspodziewanie skutecznie Ruch Palikowa. Ta super lewicowa partia, której ideowym wyrazicielem jest sam lider, bo dotąd nie ma w nazwie symboliki niosącej jej charakter i misję, zdaje się być w wielu kwestiach ważnych dla lewicy w ogóle, wciąż przynajmniej o krok przed SLD. Być może jest to efekt braku odpowiedzialności za słowa i czyny, którymi szasta dość frywolnie, ale dzięki czemu zyskuje wciąż nowych zwolenników, również spośród członków SLD. Nic wiec dziwnego, że Leszkowi Millerowi, przewodniczącemu SLD, od czasu do czasu puszczają nerwy i jak ostatnio, podczas swego wystąpienia w Sejmie, gdy był zaczepiany przez posłów Ruchu Palikota odciął się słowami: „ta naćpana hołota nie jest w stanie mi przeszkodzić”. Tak oto ten jeden z najinteligentniejszych polityków polskiej sceny nie błysnął tutaj klasą dużej miary polityka i zapisał się do klubu polityków bez klasy – tego samego , w którym już są: ,prezes, spec od katastrofy smoleńskiej, A. Macierewicz, pani marszałek, senator Kogut i wielu innych. Wybryk Millera może być zastanawiający? Wobec bowiem nadchodzących wyborów na przewodniczącego SLD, w których jedynym kandydatem jest właśnie Miller, pozwala on sobie na taką jazdę po bandzie. Chyba, że … no właśnie, że o to chodziło… Jest przecież faktem, że SLD stał się programowo mało wyrazisty i potrzebny jest mu chociaż taki akcent zaznaczający siłę i charakter.

Tymczasem, w zachowaniach członków struktur terenowych SLD z jednej strony oczekujących większej wyrazistości ideowo – programowej, daje się jednocześnie zauważyć tendencje do brnięcia starymi koleinami i z trudem, jak we Włocławku, torują sobie drogę nowe poglądy i ludzie. Na ostatnio odbytej konferencji sprawozdawczo – wyborczej, na której wybrano nowego przewodniczącego, Mieczysława Waraksę, o którym mówi się, że choć nie jest rewolucjonistą, to jednak zapowiada spokojne, ale konsekwentne zmiany. Przede wszystkim chce rozszerzonego otwarcia dla ludzi młodych, którzy już w poprzedniej kadencji zamanifestowali swoją chęć głębokiego uczestnictwa w nowej lewicowej odsłonie. Takie rozpoczęte już otwarcie na młodych ma pociągnąć za sobą istotne zmiany programowe (młodzi ludzie – nowe poglądy). Nowy przewodnicy zgadza się z młodymi działaczami i twierdzi, że wobec powstałej w kraju sytuacji społeczno - ekonomicznej przydałoby się wypracować nowy Manifest Komunistyczny. Trzeba – mówi, jakoś ruszyć tę skorupę stereotypów współczesnej lewicowości. Czy jednak Waraksa ruszy tę skorupę, pogodzi swoich ludzi, podrzuci im nowe myślenie, poglądy i chęć do pracy, w miejsce samego tylko bycia i trwania? Większość obserwatorów jest sceptyczna. A zmiana taka staje się potrzebna od zaraz. Oznacza przede wszystkim stworzenie szansy na pojednanie i zjednoczenie całej lewicy.

Dodam, że w tej sytuacji Polska Lewica jawi się partią najbardziej wyraźną na lewicy i jest to znak, że czas najwyższy, aby cała lewica zaczęła myśleć o zjednoczeniu i wyjściu do społeczeństwa z programem odnowy całego naszego życia społeczno-gospodarczego i politycznego. Jeżeli doły partyjne lewicy ulegną do końca atmosferze panującej na górze, zarówno z lewej, jak i prawej strony sceny politycznej, wówczas nie będzie już szans na odnowienie w Polsce prawdziwej lewicy.

 

                                                           Józef Lewandowski

                                                       Przewodniczący Zarządu

                                            Okręgu Toruńsko-Włocławskiego Nr 5

                                                              Polskiej Lewicy

      

                     

 
PDF Drukuj Email

                                                                                             OSKARY                
Przed spodziewanym atakiem amerykańsko-izraelskim na irańskie instalacje atomowe na pocieszenie irański film otrzymał Oskara. A, że z przesłania filmu wynika, że Irańczycy oczekują demokratycznych zmian w swoim kraju amerykańska interwencja tym bardziej nabiera krwawych rumieńców. Co prawda nie wynika, że mają  być to zmiany w amerykańskim stylu ale też wiemy, że USA mają carte blanche na interpretację zdarzeń i przeinaczanie faktów. Wiadomo też, że wolność, demokracja i troska o bezpieczeństwo świata idzie w parze z bombardowaniami i interwencją zbrojną Stanów Zjednoczonych. Szczególnie gdy dotyczy to krajów bogatych w strategiczne zasoby surowcowe albo też o szczególnym strategicznym położeniu. Iran niestety w stu procentach spełnia te wymagania. Co prawda interwencję zawsze trzeba czymś szlachetnym uzasadnić ale po doświadczeniach Iraku mało kto wierzy w jakiekolwiek amerykańskie „dowody” czy zapewnienia. Dodatkowo kryzys gospodarek zachodnich nie ma zamiaru się skończyć więc wojna i znalezienie kolejnego wroga, którego wszyscy powinniśmy się bać bardzo się przyda. Coraz bardzie stumanione społeczeństwa dobrobytu chętnie to kupią. Nam pozostaje czekać aż następną niebezpieczną i absurdalną awanturę uzasadni polski minister spraw zagranicznych, którego zadaniem jest przedstawianie interesów amerykańskich jako polskiej racji stanu. 

 
<< Początek < Poprzednia 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 Następna > Ostatnie >>

Strona 118 z 122