Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

Protest przeciwko tendencyjnemu artykułowi zamieszczonemu przez interia.pl


Szanowna redakcjo interia.pl

 

Z całą stanowczością protestuję przeciwko przedstawianiu ludzi młodych jako grupę roszczeniową.Jak to ma miejsce w zamieszczonym w przez interię artykule pt. "Wysoka pensja to dla nich za mało. Millenialsi żądają benefitów" http://praca.interia.pl/zarobki/news-wysoka-pensja-to-dla-nich-za-malo-millenialsi-zadaja-benefit,nId,2421967

 

Artykuł jest nierzetelny, a autor nie zadał sobie trudu, aby zagłębić się w sytuację na rynku pracy.

 

Po pierwsze, o jakich wysokich zarobkach mówimy, gdy przedsiębiorcy omijają przepisy zobowiązujące ich do płacenia minimalnej stawki za godzinę wynoszącej 13 zł/h brutto?

 

Po drugie w artykule wspomina się o umowach o dzieło, ale zapomina się, że od tych umów nie są odprowadzane składki na ubezpieczenia, tym samym osoba pracująca na takiej umowie nie ma prawa do żadnych świadczeń z NFZ..Czy naprawdę zarabiając 168 godzin * 13 zł = 2184 zł brutto miesięcznie można sobie pozwolić na opłatę leczenia w razie wypadku?

 

Po trzecie w artykule widać wyraźnie kryptoreklamę firm sprzedających ubezpieczenia grupowe.

 

 

Takie podejście do tematu jak zaprezentowano w artykule jest obraźliwe nie tylko, dla ludzi młodych,ale też dla związków zawodowych, które przez dziesiątki lat walczyły o godziwe zarobki, dla pracowników. Zarobki pozwalające na pokrycie kosztów utrzymania czyli wynajęcie mieszkania, zakup żywności i odzieży.

 
PDF Drukuj Email

W ZWIĄZKU Z 73. ROCZNICĄ

WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

(1 SIERPNIA 1944 R. - 1 SIERPNIA 2017 R.)

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP)

SKŁADA UROCZYSTY HOŁD BOHATERSKIEMU MIASTU I JEGO WALECZNYM MIESZKAŃCOM !!!

„Warszawa”

„GŁOS ROBOTNICZY” - PISMO POLSKIEJ PARTII ROBOTNICZEJ,

Rok I, ŁÓDŹ, ŚRODA 1 sierpnia 1945 r., Nr 43, s. 1.

„Dziś przypada rocznica powstania warszawskiego.

Rocznica chwały pełna, smutna rocznica.

Chwały pełna rocznica, bo w owe tragiczne dni sierpnia świat cały zdumiony został bezgranicznym męstwem i bohaterstwem ludności Warszawy, odwagą i dzielnością powstańców – żołnierzy A. K. i A. L., stawiających czoło stokrotnej przewadze niemieckiej.

Smutna rocznica, bo nigdy jeszcze nienawiść do okupantów niemieckich, patriotyzm i gotowość do ofiary krwi i życia wykazana przez mieszkańców Warszawy i żołnierzy – powstańców nie została w tak nikczemny sposób wyzyskana, jak w ów pamiętny pierwszy dzień sierpnia, dzień powstania.

Reakcyjny „rząd' londyński i jego agenci w kraju z Borem i Janickim na czele rozpętali w stolicy powstanie, mając tylko jeden cel na widoku – narzucenie narodowi dyktatury swojej kliki.

Tylko emigranci we własnym narodzie, tylko jednostki obce narodowi, nieczułe na losy swojego własnego narodu, wyzute ze wszelkich zasad moralnych, tylko awanturnicy bez czci i wiary mogli pchnąć ludność Warszawy do powstania, którego klęska była z góry przez nich samych przygotowana.

Dla Raczkiewiczów i Janickich, dla Sosnkowskich i Borów, Warszawa miała prawo do istnienia tylko jako ICH stolica, tylko jako siedziba ICH rządów.

Warszawa, która miała nie słuchać ich rozkazów, taka Warszawa została skazana przez nich na zagładę.

Wydaje się to prawie niewiarygodne, ale tak jest.

Sosnkowscy i Borowie wiedzieli, nie mogli nie wiedzieć, że wywołując powstanie bez porozumienia z sojusznikami, bez porozumienia z dowództwem Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, skazują Warszawę na zniszczenie.

I oni wiedzieli.

Oni grali „va banque”, a stawką w tej grze było życie żołnierzy – powstańców, było życie bohaterskich mieszkańców Warszawy, była sama Warszawa – serce Polski.

Ale nikczemna gra obróciła się przeciwko samym graczom.

Tak, Warszawa leży w gruzach.

Pod jej ruinami na jej skwerach niezliczone są groby Polaków.

Ale nikczemnym planom emigranckiej kliki narzucenia swojej dyktatury narodowi nie sądzone było się ziścić.

Naród odwrócił się od Raczkiewiczów, Sosnkowskich i Borów, jak odwracają się od trędowatych.

Przecież na ich rękach jest krew bohaterskich dzieci Warszawy.

I tego im nigdy żaden Polak nie wybaczy.

Dla umysłu człowieka prostego niepojęte są drogi, które doprowadziły reakcję polską do takiego upadku nikczemności i podłości, jakim było wydanie wyroku na Warszawę.

Co kierowało czynami tej nikczemnej kliki?

Żądza władzy?

Nienawiść do robotników i chłopów?

Nienawiść do demokracji, do wszystkiego, co tchnie postępem?

Nienawiść do Związku Radzieckiego?

Wszystko to razem, niewątpliwie przede wszystkim nienawiść do własnego narodu, do własnego ludu za to, że ten naród, że ten lud miał już dosyć ich pańskich rządów.

Za to, że ten naród, ten lud sięgał po ich latyfundia obszarnicze, że zaprzeczył ich prawu do władania bogactwami kraju, kopalniami, fabrykami, hutami.

Nie ziściły się i nie ziszczą nikczemne plany reakcji.

Warszawa żyje nawet w ruinach.

Warszawa będzie żyć!

Dziś, gdy cały nasz naród składa hołd bezimiennym bohaterskim żołnierzom, powstańcom, tym z A.K. I tym z A. L., którzy padli śmiercią walecznych w walce z Niemcami, z myślą o Polsce, cały nasz naród przysięga : Warszawa będzie odbudowana!

Ta nasza wielka, kochana, bohaterska Warszawa”.

POWYŻSZY OKOLICZNOŚCIOWY MATERIAŁ HISTORYCZNY PRZESŁAŁ :

TOW. RYSZARD RAUBA (KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI – KPP).

 

 
PDF Drukuj Email

FRANCUSKI PROTEST

PRZECIWKO DEKOMUNIZACJI W POLSCE

Ustawowa dekomunizacja ulic spotyka się ze sprzeciwem nie tylko w Polsce, ale również za granicą.

Nowatorski sposób protestu zaprezentowano w północnej Francji , gdzie zamieszkuje duża społeczność polskich emigrantów oraz istnieją długie tradycje ruchu komunistycznego i działalności związkowej.

W odpowiedzi na plany likwidacji w Wałbrzychu ulic bohaterów antyfaszystowskiego ruchu oporu Tomasza Rabiegi oraz Bronisława Kani, obu bojowników upamiętniono poprzez nazwanie ich imionami autostrady A21.

Przebiegający przez górniczy okręg północnej Francji, w tym miasta Lens i Douai, 57 kilometrowy odcinek trasy, łączącej departamenty Nord i Pas – de – Calais, nazwano Autostradą Wolności Rabiegi i Kani.

Uroczystość nadania nazwy odbyła się 8 lipca 2017 roku w miejscowości Flers – en – Escrebieux.

Zorganizowana została przez lokalne władze, wspólnie ze związkiem zawodowym CGT oraz mieszkającymi w regionie Polakami.

Tomasz Rabiega i Bronisław Kania byli polskimi górnikami, którzy w latach 20. XX wieku wyemigrowali do Douai w północnej Francji.

Obaj uczestniczyli w organizowaniu w tym regionie związku zawodowego CGT – Generalna Konfederacja Pracy i strajkach w obronie praw imigrantów z Polski.

Tomasz Rabiega razem z Edwardem Gierkiem w 1934 roku był organizatorem pierwszego w historii Francji podziemnego strajku w kopalni w Leforest.

Bronisław Kania walczył w trakcie wojny domowej w Hiszpanii jako żołnierz Brygad Międzynarodowych.

Podczas drugiej wojny światowej, działając we francuskim komunistycznym ruchu oporu, przeprowadził szereg ataków dywersyjnych oraz zamachów na okupantów.

W październiku 1942 roku wraz z grupą partyzantów zaatakował kasyno w Lille, zabijając 26 Niemców, a kilkudziesięciu raniąc.

Była to jedna z największych akcji francuskiego ruchu oporu w tym regionie.

W 1943 roku Bronisław Kania został aresztowany przez nazistów i zamordowany.

W przemówieniu podczas uroczystości upamiętniającej Tomasza Rabiegę i Bronisława Kanię mer Aubry oraz działacz Francuskiej Partii Komunistycznej Freddy Kaczmarek powiedział :

„Myślę, że to, co dzieje się w Polsce jest drugą egzekucją bojowników, którzy oddali życie za wolność.

Zostali oni straceni po raz pierwszy przez nazistów, a obecnie są traceni po raz drugi przez polskie władze”.

Dodał, że uroczystość nadania nazwy autostradzie to wyraz protestu przeciwko fałszowaniu historii przez polskie władze.

Jacques Kmieciak ze Stowarzyszenia Przyjaciół im. Edwarda Gierka wezwał do międzynarodowego oporu przeciwko zmianom nazw ulic w Polsce.

Po uroczystości odbyło się spotkanie polskich emigrantów oraz związkowców w trakcie którego dyskutowano między innymi o sprzeciwi wobec dekomunizacji w Polsce.

Francuzi protestowali również przeciwko planom zmiany nazwy wałbrzyskiej ulicy rodziny Burczykowskich – emigrantów z Polski, którzy mieszkali w Sallaumines, w regionie Pas – de – Calais.

Podczas drugiej wojny światowej Burczykowscy byli aktywnymi członkami francuskiego komunistycznego ruchu oporu w regionie Lens.

Czworo członków rodziny zostało za tę działalność zamordowanych przez nazistów.

Józef Burczykowski w 1941 roku zorganizował strajk, za co trafił do obozu koncentracyjnego, gdzie zmarł w roku 1942.

Nazwę ul. Burczykowskich nadano w 1946 roku na wniosek grupy repatriantów z Francji, którzy po drugiej wojnie światowej osiedlili się w Wałbrzychu i okolicach.

Stowarzyszenie Przyjaciół im. Edwarda Gierka wystosowało, podpisany przez 133 francuskich działaczy społecznych, apel do Ambasadora Polski we Francji o zachowanie w Wałbrzychu ulic Burczykowskich i Rabiegi.

W liście zwrócono uwagę, że obaj patroni łączą historię Francji oraz Polski poprzez walkę z faszyzmem.

Podkreślono także, że :

„W zagłębiu węglowym regionu Nord – Pas – de – Calais te nazwiska symbolizują opór wobec wszelkiego ucisku i bohaterską przyjaźń polsko – francuską według popularnego wówczas hasła „za waszą i naszą wolność”.

Zmiana nazw tych ulic oznacza zniewagę tej wspólnej pamięci”.

Prawdopodobnie apel ten przyczynił się do ograniczenia listy 13 wałbrzyskich ulic, których nazwy planowano zmienić.

13 lipca 2017 roku rada miasta Wałbrzycha podjęła uchwałę o zmianie nazw 10 ulic, w tym Tomasza  Rabiegi.

Ulica Bronisława Kani została wykreślona z listy przeznaczonych do zmiany.

Zachowano także ulicę Burczykowskich.

POWYŻSZY MATERIAŁ PRZESŁAŁ :

 

TOW. RYSZARD RAUBA – KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP).

 
PDF Drukuj Email

Bajki o przestrzeganiu prawa przez PZD cz. 8.


Znacie opowieści (bajki) tzw. działaczy Polskiego Związku Działkowców, jak to w tym związku przestrzega się przepisów prawa?


W związku z naszą zapowiedzią publikacji dokumentów w jaki sposób tzw. działacze PZD przestrzegają przepisów prawa publikujemy kolejny kwiatek z działalności Polskiego Związku Działkowców.

 

Sprawa dotyczy Stowarzyszenia Działkowego „Zielone Wzgórza” w Warszawie i szykan jakich doznają działkowcy (wraz z Zarządem) stowarzyszenia od tzw. działaczy PZD, którzy lekceważą pismo Prezesa Krajowej Rady PZD E. Kondrackiego i usiłują metodą faktów dokonanych przeforsować swoje zdanie nie czekając na prawomocne roztrzygnięcia sądowe.

 

Wyjaśnienie istotnych kwestii tego zagadnienia zawiera pismo Zarządu Stowarzyszenia „Zielone Wzgórza” w Warszawie do Okręgowego Zarządu Mazowieckiego PZD w Warszawie z dnia 22 lipca 2017 r. Treść tego pisma w załączeniu a na potwierdzenie zawartych tam stwierdzeń załączamy fotografię w jaki sposób tzw. działacze PZD olewając prawo usiłują zwołać bezprawnie Walne Zebranie Działkowców innego stowarzyszenia???


Ciekawi nas jakie stanowisko w tej sprawie zajmie zarówno Krajowa Rada PZD jak i organ kontrolny PZD czyli Krajowa Komisja Rewizyjna. Chętnie zamieścimy wyjaśnienia obu tych ciał ale znając sposób działania tzw. działaczy nie spodziewamy się odpowiedzi.

 

 
PDF Drukuj Email

W ZWIĄZKU Z 73. ROCZNICĄ

WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

(1 SIERPNIA 1944 R. - 1 SIERPNIA 2017 R.)

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP)

SKŁADA UROCZYSTY HOŁD BOHATERSKIEMU MIASTU I JEGO WALECZNYM MIESZKAŃCOM !!!

R. Lessel, „Epos niezapomnianego bohaterstwa”

„Kurier Popularny” - Organ Wojewódzkiego Komitetu PPS,

Rok II, Łódź, czwartek 1 sierpnia 1946 r., Nr 209 (276), s. 1.

„Upalne lato ciążyło w tych dniach lipcowych nad Warszawą.

Lecz pod pozorną ociężałością ludzi zmęczonych gorącem, kryło się jakieś naprężenie.

Front zbliżał się.

Od wschodu parła wprzód potężna fala ofensywy sprzymierzonych wojsk polskich i radzieckich.

Niemcy cofali się bez przerwy.

Ich własne komunikaty – wieściły klęskę.

Stylistyczne wykręty „Oberkommando der Wehrmacht”, optymistyczne komentarze – nie mogły zasłonić nagiego faktu, iż Trzecia Rzesza ginie.

Wymowa skracanej linii frontu – od Moskwy do Garwolina – była zbyt oczywista.

A dla mieszkańców Warszawy zbyt również oczywistą wymowę miały niekończące się kolumny cofających się wojsk niemieckich, popłoch wśród cywilnych Reichs i Volksdeutschów, zapchane dworce, coraz częstsze zakłócenia w komunikacji kolejowej i wreszcie słynne obwieszczenie o przymusowym poborze do kopania rowów strzeleckich.

Naprężenie nerwowe wzrastało.

Podziemna prasa doniosła o powstaniu P. K. W. N'nu, o Manifeście Lipcowym – o bohaterskich czynach polskich żołnierzy.

Poczta pantoflowa z szybkością niezrozumiałą donosiła o każdym zrywie podziemia.

Plotka, idąca z ust do ust zapowiadała powstanie – wtedy, gdy Wojsko nasze i Armia Czerwona staną u wrót Warszawy.

Sytuacja dla wielu była jasna.

Gdy Niemcy cofają się w popłochu, gdy ofensywa w gwałtownym tempie zbliża się do Wisły – zadaniem Warszawy będzie pomóc uderzeniem od tyłu, zdobyciem mostów, ochroną miasta przed zburzeniem.

Tę jasność zaciemniał tylko niezrozumiały fakt, iż po okresie permanentnej ucieczki znaczne siły pancerne Niemców przeszły na prawy brzeg.

Nikt jednak – zbyt długo faktu tego nie rozpatrywał.

Na głos syreny – która w biały dzień – bez nalotu, oznajmiła nieprzerwanym wyciem – jego odwołanie powstanie zostało rozpoczęte.

Pierwszy zryw młodzieńczego entuzjazmu, nieprzygotowanie Niemców – dało początkowe zwycięstwa.

W ciągle większej ilości dzielnic – powiewały biało – czerwone proporce, rosły pod pierwsze piętro prymitywne barykady, roiły się od rozgorączkowanych mężczyzn i kobiet punkty werbunkowe.

Prasa powstańcza tryumfalnie donosiła o wciąż nowych bojach i nowych zwycięstwach.

Łączono je ze zwycięstwami pod Otwockiem, Garwolinem, z entuzjazmem czytano – że radziecka artyleria wspomaga powstańców obstrzałem na Plac Teatralny, Frascati.

Mijały dni.

O powstańczo – radzieckim współdziałaniu było ciągle ciszej.

Ciągle głośniej było natomiast o ciężkich walkach na wschód od Wisły, o cofaniu się w pewnych punktach Armii Czerwonej, o pojedynczych sukcesach Wehrmachtu.

A w Warszawie było ciągle ciężej.

Niemcy – w pierwszej chwili zdezorientowani, podciągnęli posiłki.

Zorganizowali obronę, potem przez miasto w krwi przebijali arterie przelotowe, wreszcie rozpoczęli systematyczną ofensywę wszystkich rodzajów broni – przeciw powstańczym rewolwerom i butelkom zapalającym.

W Warszawie, burzonej systematycznie i okrutnie, było ciągle gorzej, brakło broni, amunicji, żywności.

O pomocy radzieckiej nikt już nie marzył.

Było faktem oczywistym, że Komenda Główna AK nie uzgodniła swej akcji z dowództwem Armii Czerwonej.

Już nikt nie pisał o współdziałaniu ze Wschodem – tym więcej pisano o gwałtownie przygotowywanej pomocy z Zachodu.

Lecz pomoc ta nie nadchodziła.

Entuzjazm walki o zwycięstwo – zmieniać się zaczął w entuzjazm walki o zemstę – za okupację, za śmierć bliskich, za nieludzko zniszczone ojczyste miasto.

Bohaterstwo – stało się bohaterstwem straceńców.

Przestano wierzyć we wszelką pomoc.

Minimalne zrzuty angielskie – filmowy zrzut amerykański, z którego powstańcom nie wiele się dostało – rozgoryczały tylko.

A więcej jeszcze rozgoryczyć musiał głos „Londynu”, który ustami Mikołajczyka i Raczkiewicza – słał słowa hołdu dla zabitych i walczących, jakby na kpinę.

Po cóż bowiem było stwarzać niepotrzebne bohaterstwo, które nic prócz krwi i łez przynieść nie mogło?

Po co? - pytało ciągle więcej ludzi – wtedy, gdy z zachodu nic prócz pustych słów nie można było uzyskać – ze Wschodu zaś, choć mała – przychodziła jednak pomoc żołnierska, przylatywała amunicja, broń i żywność na „zdezelowanych Fordach” - popularnych „kukuruznikach”.

Gdy Warszawa krwawiła, gdy ginęły setki tysięcy żołnierzy i cywilów, gdy dzieci z pogardą śmierci atakowały butelkami zapalającymi czołgi – Mikołajczyk targował się w Moskwie o warunki, pod którymi wejść może do rządu.

Nie miał on wtedy zbyt wiele w Warszawie zwolenników.

Mieszkańcy stolicy czuli – że jego co najmniej błędom – zawdzięczają swe cierpienia.

Ale kości były rzucone.

Warszawiacy już w 1939 r. pokazali, że umieją umierać z honorem za straconą nawet sprawę.

Rok 1944 potwierdził to jeszcze raz.

Ciągle bardziej ściśnieni, ciągle bezwzględniej mordowani z ziemi i powietrza – trwali na swym posterunku.

Trwali walczący – i trwała ludność cywilna.

Propaganda niemiecka nie wielu skusiła w pierwszym etapie do opuszczenia rodzinnego miasta.

W drugim – poszło ich, za namową zresztą powstańców – więcej, lecz i tak Warszawiacy w swej masie woleli ginąc od pocisków – aniżeli dobrowolnie oddać się Niemcom.

I przyszedł wreszcie koniec.

Kapitulacja.

Bor – Komorowski poddał się.

Na własną i Londynu odpowiedzialność rozpoczął straceńczą – dla politycznych celów – walkę.

Na własną odpowiedzialność – poddał się wbrew woli przeważnej części swych podkomendnych, którzy chcieli bić się do końca.

Dziś, gdy z perspektywy dwóch lat, w ciągu których nie tylko odnieśliśmy ostateczne zwycięstwo w walce o gospodarczą odbudowę zniszczonego kraju, dziś, gdy spojrzymy wstecz na powstanie warszawskie – małymi stają się ci, którzy je wywołali.

Oni swej historii w tych bohaterskich dniach nie pisali – a jeżeli – to smutną historię własnej klęski życiowej.

W tych dniach pisał historię wielką, piękną – jedyną w swoim rodzaju – lud Warszawy : szary powstaniec, i szary cywil.

Pokazali oni, że nawet na złej grze przywódców można niepotrzebny czyn podnieść do rozmiarów bohaterstwa najwyższego.

Oni pokazali, że ducha polskiego złamać nie można, ani w więzieniu, ani w obozach, ani w piekielnym ogniu wszystkich rodzajów broni – choćby ten duch tkwił w wątłym ciałku dziecka.

Wodzowie powstańczej Warszawy pójdą w zapomnienie – o bohaterskim jej ludzie – wieść gminna opowiadać będzie – za tysiąc jeszcze lat.

R. Lessel”.

POWYŻSZY OKOLICZNOŚCIOWY MATERIAŁ HISTORYCZNY PRZESŁAŁ :

TOW. RYSZARD RAUBA (KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI – KPP).

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 5 z 99