Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP)

W IMIĘ PATRIOTYCZNEGO OBOWIĄZKU PRZYPOMINA :

O TYM PISAŁ „DZIENNIK ŁÓDZKI”

W 23. ROCZNICĘ WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO :

ZDZISŁAW SZCZEPANIAK,

„Tędy przeszła śmierć...”

Rok XXII, Łódź, Wtorek, 1 sierpnia 1967 r.,

Nr 179 (6417), s. 1,6.

„Warszawa, 1 sierpnia 1944 roku.

Godzina 17.

Godzina „W”.

Mimo, że większość oddziałów powstańczych nie zdążyła jeszcze osiągnąć dostatecznej gotowości bojowej, rozpoczyna się operacja „Burza”.

Rusza natarcie na placówki niemieckie w Śródmieściu, na Żoliborzu, Ochocie, Mokotowie, Woli.

W mieście odcięte zostają jednostki niemieckie pod dowództwem gen. Stahela oraz dowódcy SS i policji na tzw. dystrykt warszawski – Geibla.

W głównej kwaterze – w Kętrzynie, Hitler wydaje rozkaz równania Warszawy z ziemią i zniszczenia jej ludności.

Himmler zarządza natychmiast wysłanie do Warszawy dwóch, znanych z okrucieństwa brygad SS – Dirlewangera i Kamińskiego.

5 sierpnia oddziały SS i policji pod dowództwem SS – gruppenfuehrera Reinefartha rozpoczynają atak na Wolę.

Generał Guderian, szef sztabu wojsk lądowych organizuje odsiecz złożoną z oddziałów Wehrmachtu i własowców.

Dowództwo nad całością sił skierowanych do walki przeciw powstańcom obejmuje gen. Waffen SS – Erich von dem Bach, który kierował akcją zwalczania partyzantów na terenach okupowanych przez Niemców.

Walki przybierają teraz na sile z każdym dniem.

Toczą się długie boje o barykady, ulice, domy, mieszkania.

Nieustanne bombardowania lotnicze, ogień artylerii i moździerzy, ataki „Goliatów” i czołgów zamieniają powoli miasto w morze dopalających się zgliszcz i gruzów.

Ale dzieje powstania, to nie tylko historia walk i bohaterstwa żołnierzy powstańczych, to także dzieje kilkusettysięcznej ludności cywilnej, wstrząsający obraz cierpień i śmierci tysięcy bezbronnych kobiet, starców i dzieci – palonych żywcem, rozstrzeliwanych setkami na warszawskich ulicach i podwórkach, mordowanych bestialsko już od pierwszych dni tragicznego powstania.

Pierwszego sierpnia widownią zbrodni dokonanej przez oddziały niemieckie na spokojnej ludności cywilnej stały się Powązki.

Tutaj właśnie rozpoczęto podpalanie i obrzucanie domów granatami oraz zabijanie schwytanych przypadkowo mężczyzn – strzałem w potylicę.

Na Ochocie – z której powstańcy, poniósłszy bardzo ciężkie straty wycofali się już 4 sierpnia – zjawili się wkrótce SS – mani Kamińskiego.

Następują masowe gwałty, egzekucje i grabieże.

W odwet za szturm powstańców na liczne obiekty wojskowe na Mokotowie – Niemcy dokonują rzezi w więzieniu mokotowskim i na ludności spędzonej do pobliskich koszar.

O potwornościach i tragediach tamtego czasu świadczą dziś relacje tych, którzy przeżyli, którym udało się uratować z masowych rozstrzeliwań.

- W pokoju gdzie odbywała się egzekucja słychać był jęki, które zwabiły SS – mana – opowiada świadek Aleksander Kisiel.

- Otworzył on ponownie ogień z rozpylacza, rozpoczynając od pierwszych szeregów tj.  od kobiet. Strzelał tak długo, aż znowu wszystko ucichło.

Sprawdzający SS – man stanął butami na moich plecach i huśtając się powiedział :

„ten jest jeszcze za świeży”, po czym strzelił, trafiając mnie w ucho.

Po pewnym czasie znów usłyszałem strzały z rewolweru oraz uwagi :

„ten jeszcze dyszy”, „piękna robota”...

W Śródmieściu miejscem masowych mordów były m.in. Hale Mirowskie, gmach Opery oraz ul. Marszałkowska.

„Widziałam – relacjonuje swoje przeżycia Józefa Marian – jak tłum kobiet rozbierał się na placu.

Widziałam, że kobiety te ułożyły się w rzędach, a pomiędzy nimi chodziło dwóch żołnierzy i zabijali je strzałami z rewolweru.

Widziałam także wielokrotnie w ciągu tych dni momenty układania ciał na stos i palenia zwłok.

Pod ścianą, która ocalała leżał stos ciał do wysokości pół piętra.

Słyszałam także często od strony ogródka jordanowskiego głosy dzieci wołających matki i ojca”.

Jedne z najpotworniejszych zbrodni dokonały na Woli oddziały Reinefartha – rozstrzeliwując, bądź paląc żywcem, bez względu na wiek i płeć tysiące ofiar.

Oto fragment zeznań Janiny Rozińskiej :

„Widziałam, jak na chodniku ul. Młynarskiej  SS – manii gwałcili młode kobiety i dziewczynki lat około 12, następnie je zabijając.

Widziałam jak z kobiety ciężarnej, rannej w brzuch wypłynęło dziecko i jak Niemiec wziął je, położył na jakimś żelazie i kłuł drutami.

Aż do zmierzchu podchodzili do leżących żołnierze celując do poruszających się, żartując i śmiejąc, zwłaszcza gdy ranny został trafiony...”.

2 września oddziały Reinefartha zdobyły Starówkę.

Pozostało tu klika tysięcy rannych i 35 tysięcy bezbronnej ludności.

Szpitale zostały spalone, a ranni wraz z personelem medycznym w większości wymordowani.

Masowe rzezie i podpalenia rozpoczęły się też wkrótce na Marymoncie, a po złamaniu polskiego oporu i opanowaniu Czerniakowa Niemcy rozpoczęli mordowanie ludności cywilnej, rannych oraz wziętych do niewoli powstańców i żołnierzy I Armii WP.

Trudno dziś dokładnie obliczyć, jak wielu mieszkańców Warszawy straciło życie w czasie powstania – ilu zostało rozstrzelanych, spalonych żywcem, ilu zmarło z ran, wycieńczenia i chorób.

Przypuszcza się, że co najmniej 250 tysięcy.

C o n a j m n i e j – bo taką właśnie liczbą chełpił się w listopadzie 1944 roku Reinefarth – mówiąc o uspokojeniu „polskich bandytów” i potwierdzając tym samym fakt mordowania ludności cywilnej i potworne rozmiary dokonanej zbrodni.

Ci z mieszkańców, którzy ocaleli, którym udało się przetrwać 63 dni krwawych zmagań i bestialskiego terroru, wychodzili z miasta w pierwszych dniach października – pędzeni przez kordony żołnierzy niemieckich, wśród bicia, wyzwisk i strzałów.

Ładowano ich później jak bydlęta w wagony towarowe – po sto osób w każdy  - wywożąc na roboty do Niemiec lub obozów.

Po nich zaś specjalne oddziały niemieckie rozpoczęły systematyczne burzenie ocalałych domów płonącego miasta, które – według rozkazu Hitlera – pozostać miało na zawsze jedynie wielkim usypiskiem gruzów...

ZDZISŁAW SZCZEPANIAK”.

POWYŻSZY OKOLICZNOŚCIOWY MATERIAŁ HISTORYCZNY PRZESŁAŁ :

TOW. RYSZARD RAUBA (KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI – KPP).

 

 
PDF Drukuj Email

Bajki o przestrzeganiu prawa przez PZD cz. 9.

 

Znacie opowieści (bajki) tzw. działaczy Polskiego Związku Działkowców, jak to w tym związku przestrzega się przepisów prawa?

W tym artykule zajmiemy się sytuacją w ROD "Przyszłość" w Gdańsku.

 

Sprawa dotyczy stosunku tzw. działaczy do działkowców i praw im przysługujących.

Jednym z takich podstawowych praw jest sprawa dostępu do wody i energii elektrycznej. Popatrzcie Państwo na pismo Rzecznika Praw Dziecka do Prezydenta Miasta Gdańska.

 

Jak pisze w swoim piśmie Rzecznik Praw Dziecka uchwałą Walnego Zebrania Działkowców z dnia 24 maja 2014 r. nakazano wyłączenie w miesiącach listopad 2014 r. - marzec 2015 r. energii elektrycznej i wody na terenie ogrodu, na którym zamieszkuje wiele rodzin z małymi i chorymi dziećmi. Jak wiecie Państwo z doświadczenia jest to okres w którym temperatura powietrza spada poniżej zera a wychłodzenie organizmu może doprowadzić nawet do śmierci. Pozostawiamy to bez komentarza.

 

Kolejny sposób szykanowania działkowców przez tzw. działaczy to sprawa utrudniania wjazdu samochodu z niepełnosprawnym dzieckiem na teren tego ogrodu.

 

Zakaz ten w ewidentny sposób narusza obowiązujące prawo. Patrz Regulamin Rodzinnego Ogrodu Działkowego uchwalony prze KR PZD w dniu1 października 2015 r. gdzie sprawę wjazdu na teren ogrodu reguluje art. 70 pkt. 1 cytuję: "Osoba niepełnosprawna ruchowo ma prawo wjazdu na teren ROD pojazdem mechanicznym, którym dojeżdża do działki. Prawo wjazdu ma także pojazd dowożący tę osobę do działki." i pkt. 3 tego artykułu cytuję: "Zarząd ROD jest OBOWIĄZANY zapewnić osobom niepełnosprawnym ruchowo możliwość nieskrępowanego dotarcia pojazdem mechanicznym do działki.". W analogiczny sposób kwestię tą reguluje nieobowiązujący Regulamin ROD z dnia 10 marca 2014 r. art. 87 jak i wcześniejsze regulaminy.


O innych przykładach łamania prawa przez tzw. działaczy ROD "Przyszłość" w Gdańsku pisze w swoim piśmie z dnia 1 czerwca 2017 r. Rzecznik Praw Obywatelskich.


I co na sytuację w ROD "Przyszłość" odpowiada Prezes Okręgowego Zarządu PZD w Gdańsku w swoim piśmie z dnia 23 listopada 2015 r. Czesław Smoczyński?


Charakterystyczne jest, że szykan doznają tylko osoby wskazujące na nieprawidłowości w działaniach PZD. Osoby, które zamieszkują na terenie ROD ale nie krytykują władz PZD nie są niepokojone przez tzw. działaczy. Świadczy o tym następujący ustęp pisma Prezesa OZ Gdańsk cytuję: "Skarżąca podnosi jeszcze zarzut wybiórczego działania Zarządu ROD w zakresie wypowiadania umów dzierżawy działkowej......Jednoczesne prowadzenie kilkunastu czy kilkudziesięciu procesów sądowych stanowi bardzo trudne zadanie organizacyjne, dlatego zrozumiałe jest podejmowanie takich działań stopniowo, sukcesywnie i konsekwentnie do celu(sic ???)".

W warunkach PZD oznacza to, że rugowanie innych działkowców (zamieszkujących działki) nie odbędzie się o ile nie będą "krytykować" działań tzw. działaczy. Konsekwencje zamieszkiwania na działkach (bez względu na sytuację, która zmusiła działkowców do tego) poniosą tylko niepokorni ujawniający nieprawidłowości w Polskim Związku Działkowców.


A jak wygłąda sytuacja zamieszkiwania na działkach?

Sprawę zamieszkiwania reguluje między innymi uchwała nr 38/2010 Prezydium Krajowej Rady Polskiego Związku Działkowców z dnia 25 marca 2010 r.w sprawie zamieszkiwania i zameldowania na działkach w ROD gdzie w art. 3 pkt. 1 napisano, cytuję: "Zarząd ROD, po stwierdzeniu faktu zamieszkiwania w altanie na działce w ROD z przyczyn społecznych (ubóstwo, bezdomność) winien zgłosić ten przypadek do gminy oraz miejscowego ośrodka pomocy społecznej w celu zapewnienia przez te instytucje właściwego miejsca pobytu dla zamieszkujących w ROD."

Podobnie tą kwestię reguluje uchwała nr 362/2015 Prezydium Krajowej Rady Polskiego Związku Działkowców z dnia 18 grudnia 2015 r. w sprawie przeciwdziałania budownictwu ponadnormatywnemu oraz zamieszkiwania na terenie działek w ROD, która w art. 4 pkt. 5-8 definiuje działania, które zobowiązują zarządy ROD do podejmowania następujących działań, cytuję: „

5. W wypadku stwierdzenia zamieszkiwania w altanie działkowej osoby bezdomnej –występowanie do straży miejskiej, policji w celu podjęcia działań, które zapewnią przeniesienie osób przebywających na działkach do zorganizowanych przez miasto/gminę ośrodków pomocy społecznej.

6. Współpraca z samorządami terytorialnymi w celu pomocy w problemach mieszkaniowych osób zamieszkujących na terenie działek.

7. Stała współpraca ze strażą miejską, policją, ośrodkami pomocy społecznej w celu udzielenia pomocy osobom bezdomnym bytującym w altanach działkowych w okresie jesienno-zimowym.

8. Przekazywania informacji o bytowaniu w altanach na terenie ROD bezdomnych do ośrodków pomocy społecznej lub innych jednostek powołanych w celu przeciwdziałania bezdomności."

 

Oczywiście Zarząd ROD "Przyszłość" w Gdańsku w świetle posiadanych przez Polską Lewicę informacji nie zrobił nic aby pomóc w problemach mieszkaniowych rodzinie Pani Urbańskiej. Pomocy i to skutecznej udzielił dopiero Rzecznik Praw Dziecka i Prezydent Miasta Gdańsk.

 

O innych nieprawidłowościach w ROD "Przyszłość" czytajcie w następnych artykułach, które ukażą się w najbliższym czasie.

 

 

 
PDF Drukuj Email

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI PRZYPOMINA :

TO WYDARZYŁO SIĘ W RZĄDZONEJ PRZEZ REŻIM SANACYJNY POLSCE

80 LAT TEMU !!!

Tytułem koniecznego wprowadzenia do tematu  oddajmy w tym miejscu  głos profesorowi Józefowi  Buszce.

Profesor Józef  Buszko  –  wybitny polski historyk związany z Uniwersytetem Jagiellońskim w Krakowie w jednej ze swoich licznych prac tak oto charakteryzował  burzliwe wydarzenia społeczno – polityczne, które miały miejsce w  1937  roku w Polsce rządzonej  wówczas przez  antydemokratyczny piłsudczykowski reżim  sanacyjny :

Rok 1937, a w zasadzie już druga połowa roku poprzedniego, stał pod znakiem wycofywania  się egzekutywy PPS z przyjętej poprzednio zasady „nieagresji” w stosunku do komunistów. Świadczyły o tym uchwały odbytego z końcem stycznia  XXIV Kongresu PPS  w Radomiu, gdzie hasłu jednolitego frontu z komunistami prawicowi przywódcy przeciwstawili hasło „frontu demokratycznego”, mającego objąć PPS i SL, z wyłączeniem KPP.

Ogólny bilans obrad radomskich wypadł zatem ujemnie, chociaż w ich wyniku opracowano wiele słusznych uchwał o charakterze antyfaszystowskim i postępowym. Zerwanie „paktu o nieagresji” godziło jednak w dotychczasowe osiągnięcia jednolitego frontu, osłabiając cały ruch robotniczy. Mimo tych uchwał  znaczna część lewicowych  pepeesowców współpracowała jednak nadal z komunistami, o czym m. in. świadczy wydawanie z inicjatywy KPP  w ścisłym porozumieniu z przedstawicielami socjalistycznej lewicy - „Dziennika  Popularnego”, ukazującego się  od października  1936 do marca 1937 r. W skład komitetu redakcyjnego wchodzili: Norbert  Barlicki jako naczelny redaktor, Stanisław  Dubois jako zastępca, inni socjaliści – jednolitofrontowcy  oraz komuniści.

Obie partie, zarówno  KPP, jak i PPS, prowadziły z dużym rozmachem kampanię na rzecz ludowego rządu hiszpańskiego, od chwili wybuchu  w lipcu 1936 r. faszystowskiej rebelii w Hiszpanii. KPP była natomiast jedyną  partią, która zorganizowała rekrutację ochotników do republikańskiej armii hiszpańskiej.  Ogółem w szeregach tej armii walczyło około 5 tys. Polaków, przy czym wielu z nich odegrało tam wybitną rolę, jak np. Karol Świerczewski.

W lutym 1937 r. obradowało IV  Plenum KPP, na którym pierwszoplanowe miejsce zajęła problematyka bezpieczeństwa kraju i obrony jego niepodległości w obliczu wzrostu potęgi Niemiec hitlerowskich i machinacji hitlerowskich  w Gdańsku. Hasło  to uzasadniało konieczność walki z reżimem sanacyjnym, który nie  jest w stanie takiego bezpieczeństwa zapewnić Polsce. Jednocześnie Plenum wysunęło koncepcję szerzej niż poprzednio pojętego frontu ludowego, który objąć miał nie tylko KPP, partie socjalistyczne, SL i związki zawodowe, ale także te odłamy dotychczasowych zwolenników  sanacji i endecji, których zawiodły obecne rządy, a które gotowe były przejść na tory opozycji i walki o demokratyzację kraju.

Plenum ustosunkowało się krytycznie do antykomunistycznych uchwał kongresów PPS i SL, ale zarazem wyraziło solidarność z ich antysanacyjnymi i demokratycznymi postulatami. Apelowało wreszcie o nawiązanie wspólnych z socjalistami i ludowcami akcji masowych w walce o demokrację.

Ruch strajkowy klasy robotniczej w ciągu 1937 r. zaczął stopniowo słabnąć, na co wpływała  w dużym stopniu sytuacja gospodarcza kraju,  rozwijająca się pod znakiem ożywienia  koniunktury. Gdy jednak po osiągnięciu punktu kulminacyjnego  w 1936 r. fala wystąpień robotniczych już w pewnym stopniu opadła, obozowi rządzącemu zaczęło zagrażać nowe poważne niebezpieczeństwo.  W lecie 1937 r. doszło do wielkich wystąpień wielomilionowych mas chłopskich.

Obradujący w burzliwej atmosferze w styczniu 1937 r. nadzwyczajny kongres SL podjął uchwałę o zorganizowaniu strajku, polegającego na wstrzymaniu się chłopów od dostarczania na  rynek artykułów rolnych oraz kupowania artykułów przemysłowych i na zaniechaniu wpłacania należności podatkowych. Kierownictwo stronnictwa zdecydowało ostatecznie przeprowadzić  ów strajk w dniach od 15 do 25 sierpnia. Miał on charakter  wyraźnie polityczny, zawierał  żądania rozwiązania Sejmu, rozpisania demokratycznych wyborów, zwolnienia więźniów politycznych, amnestii dla Witosa i innych byłych więźniów brzeskich, przywrócenia swobód demokratycznych i wreszcie gruntownej zmiany polityki  zagranicznej, zwłaszcza zbliżenia Polski do mocarstw zachodnich.

Strajk – a więc forma walki przejęta od klasy robotniczej – był niewątpliwie rezultatem nastrojów na  wsi polskiej. Przywódcy SL, godząc się na tak ostrą formę walki nie bez wewnętrznych  wahań i oporów, ograniczyli jednak jej zasięg terytorialny. Wyłączyli więc z planowanej akcji obszary Pomorza i Śląska z uwagi na niebezpieczeństwo niemieckie, a także ziemie ukraińskie i białoruskie, gdzie ewentualność dalej idących rewolucyjnych ruchów była szczególnie  groźna, Jednocześnie władze SL zaleciły swym organizacjom, aby nie wchodziły w związku z akcją strajkową w porozumienie z innymi stronnictwami, co oznaczało odgrodzenie się od współpracy nie tylko z  KPP, lecz i z PPS. Zresztą ta ostatnia partia, w przeciwieństwie do komunistów, nie kwapiła się do poparcia  strajku chłopskiego.

Mimo legalistycznych tendencji, cechujących posunięcia kierownictwa SL, strajk przybrał od pierwszej chwili charakter wielkiej bitwy z rządem sanacji. Strajkujący tworzyli straże i oddziały bojowe, które zatrzymywały dostawy produktów wiejskich  do miast i zwalczały łamistrajków. Ma masowych wiecach chłopi burzliwie demonstrowali przeciw obozowi rządzącemu, domagali się powrotu Witosa i często podejmowali rzucane przez komunistów hasła jednolitego frontu antysanacyjnego.  W wielu  miejscowościach dochodziło do gromadzenia się chłopów uzbrojonych w kosy, widły, cepy, siekiery, a nawet broń palną. Najpotężniejsze, ponad 10 – tysięczne zgromadzenie miało miejsce w Pawłosiowie koło Jarosławia, gdzie chłopi założyli rodzaj obozu warownego, zapowiadając decydujący bój w walce o władzę. W ciągu trwania strajku  jego czołowa sprężyną  było wielu terenowych lewicowych działaczy SL i „Wici”, z którymi niejednokrotnie współpracowali komuniści, włączający się bezpośrednio  do pracy komitetów strajkowych.

Oficjalny komunikat donosił o 188 wystąpieniach „bojówek chłopskich” i o 36 starciach z policją, w wyniku których zabito 41 osób. Dane te – faktycznie znacznie obniżone – nie obejmowały nadto setek osób lżej lub ciężej rannych. Po 10 dniach strajku przywódcy SL ogłosili jego zakończenie, ale wrzenie na wsi w dalszym ciągu nie ustawało, zwłaszcza że policja przystąpiła do brutalnej akcji pacyfikacyjnej, obejmującej dziesiątki  wsi.

Strajk chłopski  w sierpniu 1937 r. stanowił ostatnią wielką bitwę mas pracujących w burzliwych latach 1935 – 1937, poważnie  wstrząsając systemem rządzącym, nie zdołał jednak doprowadzić do jego obalenia. Nie ulega wątpliwości, że podstawową przyczyną niepowodzenia tak tej ostatniej, jak i poprzednich robotniczych  antysanacyjnych wystąpień, stanowiło  rozproszenie sił obozu demokratycznego, zwłaszcza rozbicie ruchu robotniczego. Obalenie sanacji mogło się dokonać jedynie w drodze bliskiej współpracy wszystkich sił lewicowych, reprezentujących masy ludowe, w pierwszym  rzędzie KPP, PPS i SL, na co wskazywali komuniści  do realizacji  frontu ludowego”.

W  powyżej przytoczonym i nie da  się ukryć dość obszernym w swojej treści  wprowadzającym  do tematu cytacie zaczerpniętym z jednej z prac  profesora Józefa Buszki znalazł się niezwykle ważny wątek, na który winien koniecznie zwrócić szczególną uwagę każdy czytelnik i czytelniczka.

Mianowicie wątek dotyczący wielkiego, masowego, antysanacyjnego strajku chłopskiego, który miał miejsce  w  Polsce w dniach 15  -  25 sierpnia  1937 roku.

Strajk  ten – jego imponujący rozmach, wyjątkowo dramatyczny przebieg oraz głęboka polityczna wymowa i sens  zainspirowały ówczesnych polskich komunistów -  konsekwentnych zwolenników i nieustępliwych propagatorów ścisłego, antyfaszystowskiego sojuszu robotniczo – chłopskiego, bohatersko walczących pomimo wielu niesprzyjających im okoliczności ze straszliwie szkodzącą Polsce  od maja  1926 roku bezmyślną, brutalną, tępą sanacyjną  piłsudczyzną  do wydania w formie ulotki dużego formatu – drukiem w  dziesiątkach tysięcy egzemplarzy specjalnej, okolicznościowej odezwy, którą skierowali oni  : „Do  Ludu  Pracującego Polski !”.

Towarzysze! Obywatele! Wieś  zabrała  głos”  - stwierdzano z nieskrywaną autentyczną satysfakcją i dumą  we wstępie  odezwy.

Kierownictwo  KPP popierające w całej rozciągłości słuszną walkę, którą  toczyli polscy chłopi z reżimem sanacyjnym, który od samego początku miał w głębokiej pogardzie należne im prawa i ich samych  stwierdzało ponadto również we wstępie dokumentu, że :

Na cały kraj rozległ  się doniosły głos ludu wiejskiego, który 15 sierpnia br. w potężnych demonstracjach domagał się uznania praw chłopa – współgospodarza Polski. Setki tysięcy chłopstwa wystąpiły 15 sierpnia wystawiając burżuazji i faszyzmowi rachunek za siedemnaście lat krzywd i nieszczęść, ucisku i wyzysku. Na cały kraj wzniósł się 15 sierpnia wielki krzyk milionowych mas chłopskich : dość oszukaństwa!”.

Dla  członków KC  KPP – wnikliwych i krytycznych obserwatorów ówczesnej polskiej sceny politycznej, na której  niestety nie mogli  oni dzięki burżuazyjnym włodarzom Polski działać  otwarcie i w pełni legalnie było rzeczą aż nazbyt oczywistą i nie podlegającą – ich zdaniem żadnej dyskusji, że:

Oszukano lud polski w 1920 r. wmawiając mu, że od zwycięskiego zakończenia wojny z bolszewikami zależy wolność i niepodległość narodu polskiego. Oszukano lud polski w 1926  r. okłamując go, że po przewrocie majowym nastąpi rzeczywista wolność i dobrobyt ludu. Chciano oszukać lud polski w 1934 r. tumaniąc go,że po zaprowadzeniu  konstytucji faszystowskiej nastąpi rzeczywista wolność i ład w kraju. Chcą oszukać lud polski w 1937 r. przyrzekając, że przez (...) wprowadzenie totalizmu, wyrzeczenie się obrony interesów klasowych, przyjęcie ideologii endeckiej i przez zdecydowaną walkę przeciw komunistom nastąpi prawdziwa wolność i niepodległość” -  oświadczali  wszem  i wobec polscy komuniści, którzy  nie mogli  i nie potrafili  ścierpieć obrzydliwych, trucicielskich  propagandowych kłamstw m. in. i na swój temat, którymi polska burżuazja  od początku  tak zwanej  Drugiej  Rzeczypospolitej nieustannie  karmiła  robotników i chłopów.

Kierownictwo  KPP było w pełni świadome tego, że głęboko sfrustrowani  brakiem reformy rolnej polscy chłopi i dodatkowo  z tego powodu ledwo wiążący przysłowiowy koniec z końcem  mieli wówczas w sierpniu 1937 roku szczerze dosyć traktującej ich w uwłaczający sposób ni mniej ni więcej, ale jak niewolnicze bydło kłamliwej, manipulatorskiej sanacyjnej bandy, którą tworzyli kompletnie skretyniali oderwani od rzeczywistości  osobnicy lansujący na siłę absurdalny i niedorzeczny kult  Józefa  Piłsudskiego – człowieka, który nie miał zielonego pojęcia ani o chłopskiej ani  tym bardziej o robotniczej doli  i niedoli.

W związku z powyższym polscy komuniści zwracali na łamach swojej odezwy uwagę, że :

15 sierpnia br. Lud polski dowiódł, że się więcej oszukać nie da. I dlatego milionowe masy chłopskie nie ograniczyły się tym razem  jeno do demonstracji, ale przystąpiły do strajku powszechnego,  z żądaniem wolności na ustach”.

Ówcześni polscy komuniści widzieli w jak z gruntu niepoważny i wyjątkowo  lekceważący sposób żałośni sanacyjni  „misjonarze” w  mundurach  traktowali w praktyce politycznej pojęcia : „wolność” oraz  „niepodległość” i nie omieszkali  w dalszej części swojej odezwy kierując się  przy tym poczuciem  autentycznego, głębokiego patriotyzmu,  wyjaśnić że : „wolność znaczy dziś rozwiązanie sejmu mianowańców i rozpisanie nowych, demokratycznych wyborów. Wolność znaczy dziś zlikwidowanie zakały Polski – obozu koncentracyjnego  w Berezie, wypuszczenie wszystkich więźniów politycznych, powrót do kraju wszystkich emigrantów politycznych.  Wolność i niepodległość znaczy dziś : usunięcie od rządów Becka i jemu podobnych agentów hitlerowskich, zerwanie paktu z Hitlerem, wejście Polski do bloku państw pokojowych. Pod powyższymi hasłami demonstrowała  15 sierpnia  wieś  polska, znajdując pełnie zrozumienie i serdeczne poparcie ze strony robotników i  i miejskich rzesz pracujących. W całej Polsce, w dziesiątkach  miast i miasteczek proletariat miejski demonstrował 15 sierpnia wespół z masami chłopskimi, urzeczywistniając prawdziwą robotniczo – chłopską jedność czynu”.

Na ogłoszony przez opozycyjne Stronnictwo Ludowe (SL) masowy strajk chłopski reżim sanacyjny odpowiedział w swoim wypróbowanym już  wielokrotnie wcześniej prymitywnym, bandyckim wręcz stylu czyli brutalnymi, krwawymi represjami.

Kierownictwo KPP potępiając z góry na dół prostackie, sanacyjne metody rozwiązywania  skomplikowanych problemów społecznych wyłącznie za pomocą policyjnej kuli i pałki kategorycznie stwierdzało :

Towarzysze i obywatele! Na dziesięć dni – od 15 do 25 sierpnia – był proklamowany powszechny strajk chłopski. Strajk ten przeraził niesłychanie burżuazję i faszystowską klikę sanacyjną. Rząd puścił w ruch cały swój aparat krwawej przemocy celem zdławienia strajku chłopskiego, dopatrując się w nim zamachu na istniejący w Polsce ustrój faszystowski. Posypały się masowe represje i prześladowania na walczące masy chłopskie. Całe połacie kraju, województwa: krakowskie, lwowskie, kieleckie, lubelskie, zostały oddane  pod faktyczny stan wojenny. Gwałtom i przemocy zbirów Składkowskiego – Rydza nie ma kresu. Kilkadziesiąt  trupów chłopskich, setki rannych, dziesiątki zniszczonych wsi, tysiące zrujnowanych zagród znaczą krwawą drogę zbirów faszystowskich.  Lecz mimo terroru walka mas chłopskich trwa nadal”.

Warto  podkreślić w tym miejscu, że polscy komuniści wyraźnie dawali w swojej odezwie z sierpnia  1937 roku  do zrozumienia wszystkim  czytelnikom, że walcząc za absolutnie  słuszną sprawę całkowitego wyzwolenia ludu pracującego nie wolno było pod żadnym pozorem  nigdy i nigdzie ustępować nawet  najbrutalniejszemu  przeciwnikowi.

Wręcz przeciwnie.

Należało jeszcze bardziej się zawziąć, zacisnąć zęby i konsekwentnie kontynuować walkę aż do pełnego zwycięstwa.

Kierownictwo  KPP gorąco apelowało  w związku z powyższym o  umocnienie szerokiego, antyfaszystowskiego frontu demokratycznego, o jeszcze więcej aktywnej, braterskiej solidarności robotniczo – chłopskiej w walce z nieobliczalnym, agresywnym, zdolnym do każdej podłości, każdego świństwa i niegodziwości  sanacyjnym  reżimem, który w swojej gigantycznej, reakcyjnej tępocie i krótkowzroczności nie mógł za nic zrozumieć, że jego antyrobotnicze, antychłopskie po prostu  antyludowe rządy są uzurpatorskie i całkowicie nielegalne!!!

Apel  kierownictwa  KPP brzmiał następująco :

Towarzysze robotnicy i pracownicy! Ludności miejska! Walka wsi musi znaleźć jak najpełniejsze poparcie miast. Wspaniale zademonstrowana 15 sierpnia jedność czynu robotniczo – chłopskiego musi zostać w obecnej chwili ciężkich zmagań chłopstwa jeszcze bardziej umocniona. Zrozumieli to  dobrze robotnicy i pracownicy dziesiątków miast i miasteczek Lubelszczyzny, Kielecczyzny i Małopolski, którzy strajkami solidarnościowymi poparli walczących braci chłopów. (...) Ich śladem winna pójść cała Polska robotnicza, demokratyczna. Do strajków, do demonstracji, do wystąpień solidarnościowych wzywamy Was – towarzysze robotnicy i pracownicy wszystkich miast i miasteczek Polski !” - gorąco z wyczuwalną wręcz pasją apelowali w swojej odezwie nad wyraz bojowo nastawieni kapepowcy.

Abstrahując od powyższych uwag należy koniecznie podkreślić, iż kierownictwo KPP było bardzo, ale  to bardzo zawiedzione wręcz rozczarowane żenująco bojaźliwą postawą, którą zajęli w dniach sierpniowego strajku  chłopskiego ewidentnie zorientowani prawicowo i do tego jeszcze skrajnie antykomunistycznie przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej.

Stąd na łamach kapepowskiej  odezwy została umieszczona następująca dosadna, oskarżycielska w swojej treści uwaga wystosowana bezpośrednio pod adresem  wystraszonych prawicowych przywódców  PPS :

Towarzysze i obywatele! Przełamać trzeba mur milczenia, którym faszyzm chce otoczyć i zdławić bohaterską walkę chłopstwa.  Ułatwiona ma faszyzm te robotę wskutek niedopuszczalnego stanowiska prawicowych przywódców PPS i związków zawodowych. Nie dość,że sprzeciwiali się oni wspólnym wystąpieniom robotniczo – chłopskim w  dniu 15 sierpnia, nie dość, że dążyli do rozbicia tej jedności w miejscowościach, w których ją realizowano, to dziś prawicowi przywódcy PPS i związków nadal nic nie robią dla okazania masom chłopskim pomocy i poparcia ze strony walczącego proletariatu.  Nic tu nie pomoże tłumaczenie się terrorem rządowym i groźbą zamknięcia związków, organizacji i pism robotniczych, w razie gdyby solidaryzowały się one z walką chłopów. Istnieje bowiem możliwość przeciwstawiania się wszelkim groźbom i terrorowi faszystowskiemu. Istnieje taki środek. A jest nim umocnienie szerokiego frontu demokratycznego. Gdyby ten front był umocniony, gdyby PPS oficjalnie poparła walkę chłopstwa, gdyby wespół ze Stronnictwem Ludowym, związkami zawodowymi i wszystkimi  organizacjami robotniczymi i demokratycznymi organizowała walkę mas – walka ta byłaby wygrana” - stwierdzali  bez ogródek  w swoim dokumencie mocno wkurzeni  i rozżaleni na  przywódców  PPS  polscy komuniści.

Specjalną, okolicznościową odezwę KC  KPP z pamiętnego, strajkowego sierpnia  1937 roku zamykało  przesiąknięte rewolucyjnym wręcz optymizmem wezwanie do kontynuowania bezkompromisowej, wspólnej robotniczo – chłopskiej walki ze znienawidzonym sanacyjnym przeciwnikiem :

Towarzysze i obywatele !   15 sierpnia br. przejawiła się siła jedności robotniczo – chłopskiej. Dziś jedność tę zahartować należy w ogniu strajków solidarnościowych  proletariatu miejskiego całej Polski.  Za pomocą  tych strajków robotnicy doszlusują  do rozgorzałego już boju o wolność. Za pomocą tych strajków lud przeciwstawi się nowej, wzmożonej  fali terroru i pacyfikacji (...) Do strajków solidarności! Do akcji protestu przeciw krwawej orgii terroru rządowego, przeciw „pacyfikacjom”, w obronie walczących mas chłopskich, w obronie organizacji ludowych, o wypuszczenie uwięzionych działaczy!  W tej akcji solidarności nie może zabraknąć ani jednego miasta, ani jednej fabryki, ani jednego uczciwego proletariusza i inteligenta. (...) Niech żyje demokratyczny front ludowy !”.

Ryszard Rauba – Komunistyczna Partia Polski (KPP)

 

 
PDF Drukuj Email

Bajki o tym jak PZD dba o działkowców cz. 2.

Znacie opowieści (bajki) tzw. działaczy Polskiego Związku Działkowców, jak to w tym związku dba się o interesy działkowców?

 

A więc poczytajcie jak to wygląda w praktyce dnia codziennego.

Jak czytam informacje o działaniach mazowieckiego PZD ogarnia mnie lęk o przyszłość działkowców warszawskich.  Kolejna bajka o tym jak PZD broni działkowców okazała się mitem.

Tym razem podobno  15 ogrodów warszawskich może być objętych roszczeniem. Co zrobił w tej sprawie „walczący” PZD ?. Napisał do zarządów ROD, że z uwagi na bardzo obszerną dokumentację nie jest w stanie zorientować się których ROD konkretnie dotyczy przedmiotowe roszczenie. Przekazał mapkę i niech ogrody ustalają czy roszczenie ich dotyczy .

Fachowcy z PZD nie dadzą rady przeczytać 1000 stron, aby przyporządkować roszczenia do konkretnych ogrodów, nie uzgodnili  przez 3 lata jakie działki należą do poszczególnych ogrodów, które z nich mają prawo do gruntu zgodnie z decyzjami administracyjnymi. Natomiast niedoświadczone zarządy ROD wszystkich 15 ogrodów mogą czytać całe 1000 stron i szukać czy roszczenie odnosi się do ich ogrodu a może jego części. Należy zadać  sobie pytanie i co z tego wynika i za kogo mają wykonać pracę?

OZM od 1981 r. lekceważył stan prawny gruntów i dokumentację ogrodów, ale  od 2013 r. co najmniej kilku pracowników terenowo prawnych[1] zatrudnionych w OZM za pieniądze działkowców[2], zajmowało się regulacją gruntów ROD Warszawy i okolic. Za pieniądze z likwidacji ogrodów warszawskich, które trafiały na Fundusz Rozwoju ROD, można było regulować stan prawny ogrodów, ustalać granice ogrodów, finansować prace geodezyjne. Kto jednak pozbywałby się takich pieniędzy na ustalanie jakie tereny i które ogrody  objęte są roszczeniem. Środki potrzebne są na wygodne życie w OZM, przecież  jak brak środków na bieżącą  działalność wystarczy sięgnąć do Funduszu Rozwoju ROD[3] i po krzyku. Jak to możliwe, że  przez ponad 3 lata OZM nie ustalił nawet w jakich granicach są ogrody warszawskie. Temat roszczeń z dekretu Bieruta  jest przecież znany władzom PZD nie od dzisiaj, tym tematem władze PZD machają  jak sztandarem i posługują się  roszczeniami warszawskimi strasząc działkowców i ogrody.  Okazuje się jednak, że nie zrobiono nic w tej sprawie, pomimo że tak szczycono się w 2013 r. zapisami w ustawie o rodzinnych ogrodach działkowych i art. 76 który miał spowodować uregulowanie sytuacji prawnej ogrodów. Jednak aby taki wniosek złożyć trzeba było znać stare i nowe numery działek geodezyjnych na których funkcjonują poszczególne ogrody. Warto zadać pytanie - jak zatem złożono w Warszawie takie wnioski skoro dotychczas Okręg nie wie co zajmują ogrody?

Dzisiaj  jedynym pomysłem na roszczenia  jest  zrzucenie   kosztów na ogrody, przecież w konsekwencji i tak zapłacą działkowcy. Wystarczy  nastraszyć zarządy przekazać informacje działkowcom i jak w „ Zemście” Aleksandra  Fredry „ niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba”

Zobaczcie jakiemu  celowi miały służyć  środki gromadzone przez Krajową Radę PZD na koncie Funduszu Obrony ROD. Krajowa Rada zabiera na ten cel środki za prawo do gruntu za zlikwidowane tereny ROD, to są wcale niemałe środki, często sięgają kilkudziesięciu tysięcy zł.za likwidację. Środki przeznaczone są na pokrycie kosztów  prawomocnych zobowiązań za bezumowne korzystanie z gruntów, egzekucji, kosztów wydania nieruchomości, kosztów sądowych i egzekucji w postępowaniach sądowych i administracyjnych dotyczących regulacji stanu prawnego nieruchomości. Zatem wszystkiego co dotyczy prawomocnych roszczeń  i zobowiązań względem PZD, nic dla działkowców niech się martwią sami. Nikt zatem nie myśli o tym aby zapobiegać roszczeniom,  regulować i ustalać prawa do gruntu zanim staniemy przed sądem, po co.  Jak będą wyroki PZD zabezpieczył się,  zapłaci nawet miliony zł jak było w Poznaniu z Funduszu Obrony a działkowcy niech się martwią. Zobaczymy co będzie dalej w Warszawie, Związek jak zwykle pewnie zajmie się akcją medialną wrzeszcząc o krzywdzie działkowców.

P.S.

Chętnie zamieścimy wyjaśnienia Krajowej Rady PZD dlaczego przez 36 lat istnienia Związku nie uporządkowano dokumentacji prawnej ogrodów. Sytuacja opisana powyżej nie dotyczy tylko ogrodów warszawskich ale wielu ogrodów w całej Polsce.

 



[1] Według Protokołu Krajowej Komisji Rewizyjnej z kontroli Okręgowego Zarządu Mazowieckiego PZD w dniach  1-4 grudnia 2015 r. na stanowiskach  inspektorów terenowo-prawnych i radców prawnych jest zatrudnionych 8 osób Stan wg wykazu osób str. 21 - 22 protokołu.

[2] Ibid. s. 26 Suma wynagrodzeń tych osób przekracza łącznie 41.000,00 zł miesięcznie nie licząc umów zlecenia czy umów o dzieło

[3] Ibid. s.  44  Koszty wynagrodzeń pokryte z Funduszu Rozwoju wyniosły w 2014 r.  349.497,80 zł

 
PDF Drukuj Email

„GAZETA POLSKA CODZIENNIE”, „KOMUNISTA” WILLY BRANDT

I NOWA ENCYKLOPEDIA POWSZECHNA PWN

CZYLI NALEŻYCIE SPRAWDZONE I MERYTORYCZNIE WARTOŚCIOWE

INFORMACJE TO ABSOLUTNA PODSTAWA !!!

W piątkowym wydaniu pisowskiej „Gazety Polskiej Codziennie” (z 4 sierpnia 2017 roku) natknąłem się na artykuł autorstwa Jakuba Augustyna Maciejewskiego zatytułowany :

„Miłość do trędowatej Europy” (dział : publicystyka, strona 14 wydania).

Autor odnosząc się do stolicy Królestwa Belgii – Brukseli raczył był stwierdzić m. in., iż :

„W sercu Europy – oprócz starego dorobku cywilizacji – można zobaczyć rzeczy odpychające i obrzydliwe”.

Dalej stwierdzał ponadto, że : „ (...)Ulice Starego Miasta w Brukseli rażą kontrastami. (…) Piękno i antypiękno sąsiadują tu ze sobą. Dzieła architektów z wulgarną chucią. To jak metafora współczesnej Europy. (…) Jednak nie tylko wrzody nowoczesności tu rosną.

W dzielnicy europejskiej znajdują się siedziby najważniejszych unijnych instytucji – jest tu czysto, schludnie, majestatyczna architektura ze stali i szkła prezentuje nowoczesność i rozmach. Tylko dziwnie wyglądają te odwołania do... komunistów”.

Autor artykułu do grona „komunistów” zaliczył... (!)bez głębszego pomyślunku i zastanowienia Willy'ego Brandta :

„Jeszcze da się usprawiedliwić nadanie jednemu budynkowi imienia Willy'ego Brandta( - Chodzi tu o tak zwane PARLAMENTARIUM (Parlament Europejski) i budynek im. Willy'ego Brandta, Rue Wiertz 60 / Wietrzstraat 60 B – 1047 Bruksela, Belgia) – czerwony polityk, przeczekawszy II wojnę światową w stalinowskiej Moskwie, był jednak później kanclerzem RFN – u” - konstatował w „rozkosznie odkrywczy” i przy okazji nad wyraz obraźliwy dla nieżyjącego już Willy'ego Brandta sposób autor tekstu.

Bo czyż nie jest obraźliwa wyjątkowo prymitywna insynuacja, że Willy Brandt był w okresie II wony światowej tchórzem i dekownikiem ?

No cóż. Żarty na bok.

Nie będę ukrywał, że nie znoszę jakichkolwiek otwarcie obrażających ludzką inteligencję ewidentnie absurdalnych i przy tym śmierdzących nieprawdą i fobiami skrótów myślowych.

W moim głębokim przekonaniu należycie sprawdzone i merytorycznie wartościowe informacje to absolutna podstawa !!!

Podkreślam : ABSOLUTNA PODSTAWA !!!

W związku z powyższym pozwolę sobie tu, aby nie być gołosłownym zacytować treść hasła „Willy Brandt”, które umieszczone zostało w :

Nowej encyklopedii powszechnej PWN (tom 1, A – C, Warszawa 1995, s. 545) :

„Willy Brandt, właściwie Karl Herbert Frahm (1913 – 92), niemiecki polityk, działacz socjalistyczny, 1930 – 33 współpracownik czasopisma „Lübecker Volksbote”, od 1932 członek SPD (- Socjaldemokratycznej Partii Niemiec – przyp. R. R.); od 1933 na emigracji w Norwegii i Szwecji (zamiana nazwiska); 1937 – 39 korespondent wojenny w republikańskiej Hiszpanii; 1940 – 45 uczestnik norweskiego ruchu oporu, za co później uzyskał obywatelstwo norweskie (1947 odnowił niemieckie); po II wojnie światowej korespondent prasy skandynawskiej w okupowanych Niemczech i attaché prasowy norweskiej misji wojskowej przy Sojuszniczej Radzie Kontroli Niemiec; 1949 – 57 poseł do Bundestagu; 1957 – 66 burmistrz – szef rządu Berlina zachodniego; 1964 – 87 przewodniczący SPD; 1966 – 69 wicekanclerz i minister spraw zagranicznych RFN; 1969 – 74 kanclerz; rzecznik polityki normalizacji stosunków RFN z państwami komunistycznymi; 1971 otrzymał Pokojową nagrodę Nobla; od 1976 przewodniczący Międzynarodówki Socjalistycznej; 1977 twórca i 1980 przewodniczący Niezależnej Komisji do Spraw Rozwoju Międzynarodowego”.

Oto jakim „komunistą” był za życia Willy Brandt...

Ryszard Rauba – Komunistyczna Partia Polski (KPP).

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 3 z 99