Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

O tym pisało kieleckie „Słowo Ludu” 51 lat temu

WIESŁAW MYSŁEK, 120 brewiarzy dla Dachau

„Słowo Ludu” -

Organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,

Kielce – PIĄTEK, 18 LUTEGO 1966 r., Rok XVII, Nr 49 (5559), s. 2.

„”Na prośbę kapłanów trzymanych w Dachau posłałem im dnia 25 lutego 1941 roku 120 rzymskich brewiarzy...Nie należy się jednak spodziewać, aby rząd lub partia zgodziły się na wyjazd więzionych kapłanów do Ameryki lub państw neutralnych : ze względu na podejrzliwość będą się oni obawiać, by księża wyjechawszy do obcych krajów, nie opowiadali historii bardzo niemiłych rządowi i partii”.

Jest to fragment listu wystosowanego przez metropolitę wrocławskiego, kardynała Bertrama, w dniu 2 grudnia 1942 roku do Watykanu.

Była to właściwie jedyna forma „pomocy” ze strony Watykanu i hierarchii niemieckiej, udzielonej księżom więzionym tysiącami w obozach koncentracyjnych.

Swego rodzaju posługa duszpasterska.

Natomiast straszliwe warunki, w jakich się ci księża znajdowali, bestialskie codzienne katowanie uwięzionych księży, morderstwa dokonywane dziesiątkami nie znalazły wyraźniejszego odbicia w interwencjach wyższych czynników kościelnych.

Wśród uwięzionych w obozach koncentracyjnych księży najpoważniejszą liczebnie i najgorzej traktowaną grupę stanowili księża polscy.

Już w pierwszych miesiącach po aneksji Polski hitlerowcy rozpoczęli masowe aresztowania kleru, w szczególności z Pomorza i Wielkopolski, następnie także z innych rejonów kraju.

Ucisk hitlerowski dotknął duchowieństwo w tym samym stopniu co cały naród.

W okresie II wojny światowej w obozach koncentracyjnych znalazło się, według „Historii Kościoła” ks. Umińskiego 5489 księży, zakonników i zakonnic.

Z tego zginęła niemal połowa – 2517.

Najwięcej księży, bo aż 1996.

Setki księży zginęło również w więzieniach, zostało rozstrzelanych w egzekucjach publicznych i ukrytych, tak iż łącznie straty duchowieństwa polskiego z lat wojny wynoszą 2647 księży, co stanowiło ponad 20 proc. przedwojennego stanu kleru ( w r. 1939 – 10 017 księży).

W tej liczbie zginęło również kilku biskupów : arcybiskup Antoni Nowowiejski, biskupi Konstanty Dominik, Michał Kozal, Leon Wetmański, Władysław Goral.

Szereg biskupów internowano, jak biskupa Włodzimierza Jasińskiego, Kazimierza Toczaka, arcybiskupa Romualda Jabłrzykowskiego i innych.

Na tle tych represji wobec części biskupów szczególnie drastycznej wymowy nabrała tchórzliwa i ugodowa postawa niektórych innych biskupów, jak np. kieleckiego ordynariusza, ks. Czesława Kaczmarka.

Represje objęły również organizację kościelną.

Rabowano wyposażenie kościołów, zwłaszcza sprzęt liturgiczny, złote kielichy i monstrancje, zdejmowano setkami dzwony dla hut zbrojeniowych, setki kościołów przekształcono na magazyny wojskowe – te i inne akty represji wobec Kościoła składały się na jego okupacyjną martyrologię.

Księża polscy początkowo rozrzuceni byli po różnych obozach koncentracyjnych.

Częściowo przesłano ich do Oświęcimia, częściowo do obozu w Stutthofie, na koniec podstawowa grupa polskiego kleru znalazła się w obozie w Dachau, gdzie więziono także księży innych narodowości.

O tym, jaki los zgotowali hitlerowcy księżom polskim zesłanym do Dachau pisze ks. Henryk Malak, więzień obozu, w książce pt. „Klechy” wydanej w Londynie.

Jest to przejmujący ciąg setek makabrycznych obrazów z „życia” - choć słowo to jest tu niemal nie na miejscu – w obozie.

Księża polscy pozbawieni zostali nawet tych skąpych przywilejów religijnych, jakimi cieszyli się inni duchowni.

Do nich zaliczało się prawo do odprawiania nabożeństw w obozowej kaplicy, noszenie medalików i posiadania jakichkolwiek oznak religijnego kultu, zakazano im kontaktu z księżmi niemieckimi i innych narodowości.

Nie sposób relacjonować tu tego, co księża ci przeżyli w Dachau.

Przytoczmy tylko dwa obrazki i dwie refleksje z dwóch sąsiadujących stron książki ks. Malaka :

„...zarówno Hugo jak i nasz Bertold zaraz po powrocie z placu rozpoczynali tzw. „sport”.

W obozie to słowo budzi bodaj więcej przerażenia niż wyraz śmierć.

W przeciwieństwie do swojej prawdziwej treści oznacza ono w języku obozowym karę.

I to jedną z najstraszniejszych, polegającą na ganianiu wielogodzinnym, na kulaniu po ziemi, na skokach, czyli uprawianiu tak zwanej „żabki”, na padaniu, czołganiu się, przy czym spadają na więźniów potężne razy pałek i bykowców : esesmani depczą po grzbietach i głowach, pękają więc kości, leje się krew.

Kilka godzin takiego „sportu” pociąga zawsze moc ofiar : dobitych, stratowanych i tych, których serca nie wytrzymały”. (str. 151, t. I).

I obok :

„Nadszedł 20 kwietnia, dzień urodzin Hitlera.

Na obóz spadły specjalne szykany.

Następnego dnia przynieśli esesmani prasę, pokazując z iście szatańską złośliwością fotografię nuncjusza Orseniego, gdy na czele korpusu dyplomatycznego składał „wodzowi” życzenia.

O, jak myśmy to przeżywali, nie rozumiejąc motywów takiego postępowania...” (str. 150).

Do tej refleksji można tylko dodać że życzenia nuncjusza Orseniego mogły mieć charakter formalno – oficjalny.

Ale w tym samym czasie biskupi i liczni księża niemieccy w listach pasterskich i z ambon słali pod adresem Hitlera i hitleryzmu inne, gorące życzenia sukcesów w podbojach militarnych, w walce o „1000 – letnią Rzeszę”.

Te podboje pociągały za sobą coraz to nowe transporty z coraz to innych zagarniętych krajów, transporty księży, inteligencji, chłopów, robotników zapełniające obozy koncentracyjne i komory gazowe.

„Czegokolwiek zażądano by od was – pisał niemiecki biskup polowy Franz J. Rarkowski do Wehrmachtu w początkach wojny, w 1939 r. - miejcie zawsze przed oczyma wspaniały przykład prawdziwego bojownika, naszego Fuehrera i naczelnego wodza, pierwszego i najdzielniejszego żołnierza Wielkiej Rzeszy Niemieckiej”.

Od wezwań tego typu, padających z ust wszystkich niemal pozostałych biskupów niemieckich pęczniały szpalty pism kościelnych.

Hierarchia niemiecka miał swój poważny współudział w podżeganiu do prowadzenia i poszerzenia wojny, a więc w konsekwencji i w eksterminacji narodów podbitych przez hitlerowców państw.

W tej sytuacji przesyłka 120 brewiarzy dla księży, którzy tylko na skutek tejże wojny zesłani zostali do obozu zagłady, zakrawała na szyderstwo”.

POWYŻSZY MATERIAŁ PRZESŁAŁ :

RYSZARD RAUBA – KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP)

 

 
PDF Drukuj Email

O  tym pisał

łódzki „GŁOS ROBOTNICZY” -

PISMO POLSKIEJ PARTII ROBOTNICZEJ

w niedzielę, 17 lutego 1946 roku.

Dokładnie 71 lat temu – w niedzielę, 17 lutego 1946 roku na trzeciej stronie łódzkiego „Głosu Robotniczego” - pisma Polskiej Partii Robotniczej zamieszczony został dość obszerny okolicznościowy, rocznicowy tekst wymownie zatytułowany :

Wszystko dla Polski demokratycznej. W stulecie zgonu Edwarda Dembowskiego

Jego autorem był Jan Sokolicz - Wroczyński

Oto jego nad wyraz interesująca z dzisiejszego punktu widzenia treść :

„Był to rok 1846.

W naelektryzowanej Europie wrzały prądy wolnościowe, zrywały się pierwsze ruchy rewolucyjne zapowiadające tragicznie zakończoną „wiosnę narodów”.

„27 lutego po południu – jak wspomina M. Stecka – w dżdżysty, pochmurny dzień, wyrusza procesja z Krakowa.

Bierze w niej udział około 30 księży zakonników i tłum ludzi, prowadzi ich Dembowski w białej sukmanie, z krzyżem w ręku.

Przez Podgórze ma iść procesja w kierunku Wieliczki.

Tymczasem zbliża się do Podgórza wojsko austryjackie z Collinem na czele, wypiera powstańców z koszar i strzela do śpiewającego tłumu.

Powstaje zamieszanie...

Dembowski zbiera kliku strzelców i wyprzedziwszy o kilkadziesiąt kroków procesję dąży do rynku, aby połączyć się z powstańcami.

Zastępuje mu drogę mały oddział Austriaków.

Wywiązuje się walka.

Dembowski zostaje ujęty i rozbrojony.

Prowadzą go trzej żołnierze...

On, uszedłszy kilka kroków, wyrywa jednemu z nich karabin, zamierza się nim uwolnić, w tej chwili jednak zostaje przez żołnierza postępującego za nim, przeszyty kulą, po czym, po upadku na ziemię przebity jeszcze trzykroć bagnetem”...

Tak zginął młody, bo zaledwie dwudziestoczteroletni, Edward Dembowski, jedna z najbardziej świetlanych postaci owej epoki – rewolucjonista z krwi i ducha.

Z senatorskiego, arystokratycznego rodu, spokrewnionego z magnaterią polską, karmazyny i delie zamieniwszy na chłopską sukmanę, poszedł w lud, chcąc przynieść mu upragnioną wolność, a przede wszystkim prawa człowieka.

Już jako kilkunastoletni chłopiec wyczuwa doskonale, że wielka i niepodległa Polska narodzi się z ludu i że tylko lud może stanowić o jej potędze.

Studiując gorączkowo filozofię, matematykę, literaturę i poezję, z grupą młodzieży, podobnie jak on czującą zbliża się do „Przeglądu naukowego” finansuje to pismo, pisze w nim artykuły, krytyki, poezje, przesiąknięte ideą demokratyczną, ideą wyzwolenia ludu z niewoli zaborców i szlachty.

Pierwsze prądy emancypacji kobiet znajdują w Dembowskim gorącego zwolennika i obrońcę.

Ten młody umysł wyczuwał bowiem, jak rozległe pole do działania może znaleźć kobieta w życiu społecznym.

Wykrycie spisku, do którego naturalnie należał i Dembowski, zmusiło go do ucieczki do Poznania, skąd jednak wkrótce, jesienią r. 1844 zostanie wydalony za przekonania komunistyczne.

Dwa zabory carski i pruski od tej pory zamknięte, pozostaje mu trzeci austriacki.

Nie ma już mowy o dalszym kształceniu się o dalszej nauce.

Młody zapaleniec rzuca książki w kąt – stając się agitatorem rewolucjonistą.

Zmienia ustawicznie miejsca pobytu – pracując z szeregiem organizacji, krzewiących idee wolnościowe.

W Poznaniu należy do Towarzystwa Demokratycznego, w Warszawie do Tajnego Związku Narodu Polskiego.

Towarzystwo Demokratyczne wysyła go do Galicji, gdzie znajduje ujście dla swego temperamentu, rewolucyjnej pasji.

Jeździ po całym kraju w płomiennych słowach wzywając do buntu, powstania, do zerwania kajdan.

W wędrówkach tych odwaga jego i zuchwalstwo nie mają granic.

Drwi sobie z austriackich władz, którym odbiera spokój i sen.

Sfory szpiclów i żandarmów z wywieszonymi językami gonią za nieuchwytnym  buntownikiem, wyznaczają tysiące zł. polskich nagrody za jego głowę, rozsyłają listy gończe, a on pracuje wśród nich.

Dembowski obok innych, miał jeszcze niesłychane zdolności aktorskie.

Zmienia się jak kameleon : w przebraniu żebraka, dziada, czy żyda domokrążcy wciska się wszędzie – roznosi proklamacje, agituje i działa.

Pewien czas służy jako lokaj u wysokiego urzędnika we Lwowie, by w tym środowisku poznać plany rządu.

Brawura ta, częstokroć połączona z lekkomyślnością czyni z Dembowskiego jakąś legendarną mityczną postać.

Ten najbujniejszy okres działalności Dembowskiego uwiecznił Władysław Anczyć w wierszu „Emisariusz”.

„...Znacie Morawca, starca, górala,

Znacie żebraka, kominiarczyka,

Węgra, cygana, włocha, moskala,

Co ledwie przyjdzie, natychmiast znika,

Co dziś w Stambule, jutro w Londynie,

Dziś u wieśniaka, znów u papieża,

Dziś w głębi Litwy, jutro w Poznaniu,

A wszędzie mówi o zmartwychwstaniu”.

Wreszcie nadchodzi upragniona, oczekiwana godzina wybuchu.

Dembowski imieniem Rządu Narodowego 24 lutego 1846 r. zajmuje Wieliczkę, wierząc, że ruch rewolucyjny, spod krakowskiej mieściny rozszerzy się na całą Polskę, wszystkim wciśnie broń do ręki i poprowadzi do zwycięstwa.

Niestety już pierwsze chwile po wybuchu bezlitośnie rozwiewają marzenia przeciwstawiając ponurą rzeczywistość.

Lecz Dembowski tej rzeczywistości nie widzi.

Staje się płomieniem, wulkanem wyrzucającym lawę gorących haseł, malując w najcudowniejszych barwach zbliżającą się przyszłość, zapowiada zniesienie pańszczyzny, wolność i równość.

Jako sekretarz dyktatora Tyssowskiego w Krakowie rozdwaja się, roztraja, kierując całym ruchem, udaremnia zamach Wiszniewskiego na dyktaturę, staje się sercem i mózgiem tych wspaniałych, lecz niestety krótkich i zbyt szybko umarłych dni.

Tymczasem rząd austriacki wyczuwający, że coś się w powietrzu święci, przygotowuje kontruderzenie – organizując rzeź, która ma sparaliżować powstanie.

Wówczas Dembowski postanawia przeciągnąć chłopów na swoją stronę.

Pisze płomienną odezwę do wszystkich Polaków umiejących czytać, w przebraniu przedostaje się za Wisłę do pobliskiej wsi, nawołuje do walki.

Agitacja jednak zawiodła.

Dembowski postanowił przeto uciec się do pomocy duchowieństwa.

Znalazłszy zrozumienie wśród grona światlejszych i patriotycznych księży, organizuje uroczystą procesję, która miałaby ułagodzić podniecone masy.

W trzy dni po wybuchu ruchu, procesja wyruszyła z Krakowa, będąc zarazem ostatnią drogą młodocianego apostoła wolności.

Tak zginął Edward Dembowski – jeden z najwybitniejszych pionierów polskiej myśli demokratyczno – postępowej, jeden z najgorliwszych wyznawców spóźnionej konstytucji trzeciomajowej – spadkobierca idei kościuszkowskiej, że tylko w ludzie jest wyzwolenie i przyszłość Polski.

Jeszcze przed narodzinami marksizmu, z zadziwiającą konsekwencją stosował marksistowskie metody w ocenie zjawisk społecznych.

I kto wie, jak by się potoczyły wypadki, gdyby nie przedwczesna tragiczna śmierć Dembowskiego.

Możeby zarzewie buntu wybuchło wielkim płomieniem rewolucji, ruszyło masy ludowe, przyśpieszyło ruchu roku 1848, nadało im inny, bardziej owocny rezultat.

Idea jednak nie ginie, choć pozornie zamiera.

Ziarno rzucone w glebę dusz ludzkich, dłonią jednego z najwybitniejszych spiskowców i najgorętszych apostołów demokratyzmu w Polsce porozbiorowej, czekało na godzinę cudu kiełkowania.

Bo oto, jak mówi w proroczej wizji Stanisław Wyspiański przez usta Kory :

Wieki i lata, co przyjdą,

żyć będą ziaren tych treścią

Ziemia rodzić będzie

kędysiew padnie zdrowy,

Ludzi zbudzę, roześlę orędzie

na żywot, - żywot nowy !

Pokoleniom ostawię czyny

po ojcach wielkich – wielkie

wskrzeszę czyny -

kiedyś, - BĘDZIECIE WOLNI !”

Godzina wolności wybija : po latach niewoli, udręki, po straszliwym inferno okupacji.

Dziś tedy cała Polska winna złożyć hołd – wielkiemu demokracie – Edwardowi Dembowskiemu – apostołowi wolności.

Jan Sokolicz – Wroczyński.”

POWYŻSZY MATERIAŁ ŹRÓDŁOWY NADESŁAŁ :

TOW. RYSZARD RAUBA – KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP).

 

 
PDF Drukuj Email

PRECZ Z NACJONALISTYCZNO – FASZYSTOWSKĄ

TRUCIZNĄ !!!!

Na stronie  internetowej http://www.nacjonalista.pl pod datą 15 lutego 2017 roku znalazłem taki oto obrzydliwie cuchnący faszystowskimi i antysemickimi fekaliami kwiatek pod tytułem „Dzień Honoru 2017 – węgierscy nacjonaliści w hołdzie obrońcom Budapesztu” :

„W Budapeszcie ponad 800 nacjonalistów wzięło udział w tegorocznych obchodach „Dnia Honoru” (Becsület Napja), wydarzenia mającego upamiętnić obrońców stolicy Węgier przed bolszewickimi hordami i krwawe walki z lutego 1945 roku, kiedy to niedobitki armii węgierskiej i niemieckiej oraz formacje Strzałokrzyżowców próbowały przerwać pierścień oblężenia.

Dzień Honoru 2017 zgromadził nie tylko aktywistów węgierskich organizacji : Ruchu 64 Komitatów (HVIM), Betyársereg, Narodowej Gwardii Węgierskiej, Hammerskins, Blood and Honour Hungaria, S4S, ale również nacjonalistów z Niemiec, Czech, Włoch, Grecji i Polski.

Jeden z głównych organizatorów, wiceprezes HVIM Béla Incze, w swoim przemówieniu podkreślił, że wciąż istnieją ludzie, którzy są wierni dziedzictwu przodków i choć walka w sensie fizycznym została przegrana, idea jest niezwyciężona.

Człowiek jest śmiertelny, lecz ona przetrwa na wieki.

Zsolt Tyirityán, lider Betyársereg, scharakteryzował współczesny świat jako pole bitwy, a kto temu zaprzecza jest kłamcą.

Europa zniszczona przez liberalizm, przyznająca przywileje zboczeńcom, staje się bezbronna.

Tym bardziej więc, należy przywoływać przykład obrońców Budapesztu, którzy walczyli do końca.

Zsolt pełną emocji mowę zakończył okrzykiem : Chwała Waffen SS !

Uroczystości próbowała zakłócić kilkunastoosobowa grupka „antyfaszystów” i innych szabesgojów”

Każdy przyzwoity człowiek szanujący na co dzień zdrowy rozsądek, fakty historyczne i przede wszystkim inteligencję drugiego człowieka bez względu na płeć, kolor skóry czy też wyznanie powinien powyżej przytoczony przeze mnie tekst ( tekścik) uznać bez chwili wahania od razu za wyjątkowo obrzydliwy i odpychający !!!

Ewidentnym nieukom ze strony www.nacjonalista.pl chciałbym przypomnieć, iż wspomniani w cytowanym tekście (tekściku)  tak zwani Strzałokrzyżowcy (zwani też Nilaszowcami od węgierskiego słowa Nyilas), na czele których stał karykaturalny, samozwańczy „wódz narodu”, skrajnie prohitlerowski, prymitywny, zwierzęco antysemicki, bezmyślny sługus, pachołek i półgłówek w jednym Ferenc Szálasi (1897 – 1946) nie byli żadnymi „bohaterami” ani tym bardziej nie mieli nic wspólnego z honorem !!!

Nilaszowcy byli obrzydliwie żałosną, zdegenerowaną kopią hitlerowskiej NSDAP i mieli od samego początku swojej upiornej i terrorystycznej „działalności” absolutnie za nic jakikolwiek honor!!! Podkreślam – ABSOLUTNIE ZA NIC !!!

Ci osobnicy a raczej tępe antysemickie bydlaki uważające się za „twardzieli” byli najzwyklejszymi w świecie krwawymi mordercami, zwyrodnialcami i zbrodniarzami  zasługującymi wyłącznie na całkowite potępienie !!!

Przypominam także „redaktorom” z portalu www.nacjonalista.pl , iż  psychopatyczny bandyta Ferenc Szálasi w czasie swoich kilkumiesięcznych rządów sprawowanych z namaszczenia innego bandyty – Adolfa Hitlera (na przełomie 1944 i 1945 roku ) wznowił deportacje węgierskich Żydów do obozów koncentracyjnych !!!

Szkoda, że redaktorzy portalu www.nacjonalista.pl nie chcą o tym pamiętać !!!

Strzałokrzyżowcy z F. Szálasim na czele razem z bandziorami z Waffen – SS wzięli w pełni świadomy, aktywny udział w mordowaniu węgierskich Żydów !!! Jak można o tym nie pamiętać !!! Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd !!!

Poniżej jako absolutnie konieczną odtrutkę na przytoczony nacjonalistyczno – faszystowski bełkot chciałbym zacytować wartościową pod względem merytorycznym uwagę dotyczącą oswobodzenia Węgier w 1945 roku a pochodzącą z pracy autorstwa Zbigniewa Ryniewicza  zatytułowanej : Bitwy świata. Leksykon (z 1995 roku, s. 599 - 600).

Otóż Zbigniew Ryniewicz zauważał w swoje pracy, że :

„Po odrzuceniu przez USA, w. Brytanię i ZSRR pokojowych propozycji adm. M. Horthyego wojska radzieckie przeszły 6 XI 1944 r. granicę Węgier i po ciężkich walkach zdobyły Debreczyn, dochodząc do rz. Cisy.

22 XII powstał w Debreczynie Tymczasowy Rząd Narodowy, który zadeklarował udział Węgier w wojnie przeciwko Niemcom.

Wojska radzieckiego 2 Frontu Ukraińskiego pod dowództwem marsz. R. J. Malinowskiego i 3 Frontu Ukraińskiego marsz. F. I. Tołbuchina posuwając się w walkach na zachód dotarły do Budapesztu, w którym do 26 XII okrążyły niemieckie zgrupowanie – 188 000 żołnierzy pod dowództwem gen. SS K. Pfeffer – Wildenburga.

Pięciokrotne próby przebicia się do Budapesztu, podejmowane w styczniu przez oddziały GA „Południe”, nie powiodły się, a z miasta przebiło się 12 II ok. 12 000 żołnierzy, z czego ocalało 785.

Z początkiem stycznia 1945 r. rozpoczął się szturm i po zaciekłych walkach ulicznych, trwających do 13 II Budapeszt został oswobodzony.

W okresie 6 – 15 III 1945 r., po zastopowaniu kontrofensywy niemieckiej w rejonie jeziora Balaton wojska radzieckie ruszyły do natarcia i do 4 IV oczyściły z Niemców całe terytorium Węgier.

Straty radzieckie w operacji węgierskiej wyniosły ponad 140 000 zabitych”.

PRECZ Z NACJONALIZMEM !!!

PRECZ Z FASZYZMEM !!!

PRECZ Z ANSTYSEMITYZMEM !!!

RYSZARD RAUBA (KPP)

 

 
PDF Drukuj Email

O TYM PISAŁA „GAZETA KIELECKA”

ORGAN SPOŁECZNO – DEMOKRATYCZNY

72 LATA TEMU – 15 LUTEGO 1945 ROKU

M. Ł.

„TRYUMF POLSKI DEMOKRATYCZNEJ”

„GAZETA KIELECKA” - Organ Społeczno – Demokratyczny

Rok I., Kielce, czwartek 15 lutego 1945 r., Nr. 11., s. 1.

„Rząd nasz lubelski, rząd Polski Demokratycznej, tryumfuje na całej linii.

Odniósł miażdżące zwycięstwo nad nędznym rządem emigracyjnym, nad t. zw. Rządem Londyńskim, nad nędzną kliką sanacyjno – endecką, nad nędznymi rozbitkami, którzy doprowadziwszy Polskę do największej w jej dziejach katastrofy, naraziwszy ją na największe męki i ofiary ośmielali się jeszcze uzurpować sobie prawo występowania w jej imieniu i rościć prawo odzyskania steru władzy, ponownego kierowania jej losami.

Wszelkie złudzenia naszej reakcji – w kraju i zagranicą – pryskają, odchodzą w sferę niebytu, sferę całkowitego zapomnienia, jak rupieć, złożone zostają do lamusa historii.

Otrzymaliśmy pierwsze wiadomości, dotyczące Polski, z konferencji 3 – ch odbytej w tych dniach w Jałcie.

Treścią zasadniczą uchwał jest to, że nowy rząd tymczasowy, który powstanie w Polsce, ma się opierać w swej zasadniczej konstrukcji na Tymczasowym Rządzie Lubelskim (uchwałą Ministrów przeniesionym już od 10 lutego do Warszawy) i że w tej rekonstrukcji wygnańczy rząd londyński nie został uwzględniony w najskromniejszym nawet wymiarze, w ogóle nie jest wymieniany, zignorowany został całkowicie, moralnie i materialnie.

Jak wynika z treści odnośnych uchwał szefów 3 mocarstw ma powstać Rząd Jedności Narodowej na szerszej niż dotychczas płaszczyźnie demokratycznej, a mianowicie przez włączenie do Tymczasowego Rządu w Lublinie elementów szczerze demokratycznych w kraju i zagranicą.

Jest rzeczą jasną, że zarówno w Europie Zachodniej jak i w Ameryce Północnej przebywają wielomilionowe rzesze ludu polskiego i że wciągnięcie tych mas do pracy państwowotwórczej, która odbywa się obecnie w naszym kraju, jest w największym interesie Polski Demokratycznej.

Uchwały te eliminują jednak całkowicie reakcyjny rząd londyński, wykluczają również przedstawicieli ugrupowań faszystowskich i półfaszystowskich : sanację i endecję.

Właściwie mówiąc, jest to zwykła zmiana ministerialna, która w państwach demokratycznych odbywa się dość często.

Różnica polega tylko na tym, że w sprawach Polski zabierają głos przedstawiciele 3 Mocarstw, które rozstrzygnęły o wyniku wojny światowej i przyczyniły się do jej ponownego wskrzeszenia.

Z innych uchwał tej konferencji wymienimy, że w ustępie, dotyczącym okupacji Niemiec przez zwycięskich aliantów, mowa jest o tym, że jednym z jej celów jest „wyłączenie całkowite wpływów faszystowskich z wszystkich dziedzin życia społecznego i gospodarczego”, w ustępie dotyczącym oswobodzonej Europy mowa jest o „stworzeni warunków dla pokoju wewnętrznego” i o „utworzeniu szerokiej platformy demokratycznej dla tymczasowych rządów, które mają obowiązek przygotowania wyborów demokratycznych do ciał ustawodawczych”, w ustępie zaś dotyczącym specjalnie Polski, że „stronnictwa antyfaszystowskie i demokratyczne mają prawo jedynie wystawiania kandydatów i głosowania do ciał ustawodawczych”.

Nigdy idea demokratyczna w Polsce nie odniosła bardziej decydującego zwycięstwa, nigdy reakcja polska nie zaznała większej klęski.

Uzyskaliśmy wszystkie niezbędne warunki do dalszego swobodnego rozwoju i do przebudowywania Polski w duchu zasad szczerze demokratycznych, zasad naszych.

Odnieśliśmy zwycięstwo na całej linii.

Upiory i mary reakcji przestały ciążyć nad nami, oddychamy swobodnie.

A teraz : zakasać rękawy i do pracy !

Dom musimy wznieść wspaniały.

M. Ł.”

POWYŻSZY MATERIAŁ ŹRÓDŁOWY PRZESŁAŁ :

RYSZARD RAUBA  (KPP).

 

 
PDF Drukuj Email

„Chodzi o odwagę przekonań”

Rozmowa przedstawiciela Agencji Robotniczej

z prezesem PAN, profesorem Tadeuszem Kotarbińskim

„Słowo Ludu” -

Organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,

Kielce – Środa, 13 lutego 1957 r., Rok VIII, Nr 38 (2348), s. 3.

Równo 60 lat temu na łamach kieleckiego „Słowa Ludu” - Organu Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zamieszczony został wyjątkowo interesujący w swojej treści wywiad z wybitnym polskim filozofem, logikiem i prakseologiem profesorem Tadeuszem Kotarbińskim (1886 – 1981).

W latach 1957 – 1962 profesor T. Kotarbiński pełnił funkcję Prezesa Polskiej Akademii Nauk (PAN).

Oto jego nad wyraz interesująca i warta przypomnienia szczególnie dzisiaj treść :

„Pytanie : Jak ocenia Pan Profesor wprowadzenie nauczania religii do szkół z punktu widzenia postępu społecznego ?

Odpowiedź : Akt wprowadzający nauczanie religii do szkół rozumiem jako ustępstwo ze strony ludzi myślących racjonalnie na rzecz szerokiego ogółu, myślącego, niestety, nieracjonalnie.

Pytanie : Czy zdaniem Pana Profesora jest to zgodne z poczuciem sprawiedliwości i słuszności ? Czy sprzyja wolności sumienia, czy też ją hamuje ?

Odpowiedź : Sam akt wprowadzający nauczanie religii do szkół zgodny jest w zasadzie z poczuciem sprawiedliwości i słuszności oraz czyni zadość postulatowi sumienia, umożliwia bowiem ogółowi pełnoletnich obywateli ustosunkowanie się do religii wedle własnych przekonań.

Jednakże praktyczne skutki realizacji tego aktu mogą okazać się sprzeczne z wolnością sumienia. W wielu przypadkach – jak słyszę – zarówno dzieci nie uczęszczające na naukę religii, jak i ich rodzice spotykają się ze strony otoczenia z presją, której charakter nie jest zgodny z postulatem wolności sumienia.

Pytanie : Jak, zdaniem Pana Profesora, powinna się toczyć na terenie szkół podstawowych i średnich oraz liceów walka o wolność sumienia dla rodziców nie posyłających swych dzieci na lekcję religii ?

Odpowiedź : Myślę, że trzeba w każdym razie, aby rodzice, wychowawcy i sympatycy szkoły laickiej zorganizowali się dla systematycznej i stałej obrony własnych dążeń.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów obrony tych dążeń byłoby utworzenie szkół czysto laickich, w których nie byłoby wyznaniowego nauczania religii.

Celem, do którego winna zmierzać taka szkoła jest wykazanie w praktyce wyższości szkolnictwa całkowicie świeckiego nad szkolnictwem – że się tak wyrażę - „mieszanym”.

W szczególności ogromne znaczenie miałaby rywalizacja w podnoszeniu poziomu etycznego wychowanków obu typów.

Często bowiem w środowiskach ludzi indyferentnych religijnie, a nawet wolnomyślicieli pokutuje jeszcze niczym nieuzasadniony pogląd, że jedynie wychowanie religijne jest w stanie zapewnić dziecku wysoki poziom moralny.

Należy udowodnić w praktyce, że szkoły świeckie potrafią wychować etycznie.

Pytanie : Czy szkoły, czysto laickie całkowicie rozwiążą to niełatwe zagadnienie ?

Odpowiedź : Jestem zdeklarowanym zwolennikiem szkół czysto laickich, jakkolwiek odosobnienie dzieci rodziców niewierzących nie jest również wolne od minusów.

Niemniej jednak sieć szkolnictwa czysto laickiego nie rozwiąże całkowicie kwestii, albowiem ze względu na warunki lokalowe szkolnictwa, dzieci rodziców niewierzących uczęszczać będą również do szkół z wyznaniowym nauczaniem religii.

Jak przeciwdziałać wszelkim formom nacisku na te dzieci i na tych rodziców ?

Zależy to od ducha tolerancji wobec cudzych przekonań.

Przede wszystkim – zależy to od rodziców niewierzących.

W obecnej chwili jest koniecznością, aby ludzie nie podzielający religijnego poglądu na świat wykazywali odwagę w ujawnianiu swego stanowiska w środowisku osób inaczej myślących i nie poddawali się presji tego środowiska.

Pytanie : Jaka rolę powinno, zdaniem Pana Profesora, odegrać w tej sprawie nauczycielstwo ?

Odpowiedź : Nauczycielstwo jest powołane do uprawiania swej zawodowej cnoty, którą jest – prawdomówność.

Nauczyciel nie powinien ulegając presji głosić we własnym imieniu niczego, co byłoby niezgodne z jego własnym przekonaniem.

Postawa nauczycielstwa polskiego powinna sprzyjać wychowywaniu w społeczeństwie ducha ducha wzajemnej tolerancji, powinna uczyć współżycia z sobą ludzi o różnych przekonaniach.

Rozmowę przeprowadził

D.TRYLEWICZ.

POWYŻSZY MATERIAŁ NADESŁAŁ :

RYSZARD RAUBA –

KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI (KPP),

ZWIĄZEK NAUCZYCIELSTWA POLSKIEGO (ZNP).

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 79