Wydarzenia na lewicy

Zarząd Polskiej Lewicy

Siedziba partii

Korespondencję do 
Zarządu Partii
prosimy kierować na adres

Polska Lewica
ul. Al. Kamińskiego 2 m. 2
03-130 Warszawa
tel. 693-190-304 
     501-752-204

zarzad@polskalewica.pl 

Komentarze polityczne
PDF Drukuj Email

WYRZUCAJĄ LUDZI Z OGRODÓW


Dziesiątki tysięcy Polaków mieszkają nielegalnie na działkach. Mają tam cały dorobek życia. I boją się, że mogą stracić wszystko. Nie ma jeszcze masowych eksmisji, ale są pokazówki.


Ilona z Arkadiuszem codziennie tłumaczą dzieciom, że nie wolno się zbliżać do świeczek ani rzucać w ich stronę lalek, misiów, klocków. A świeczki rozstawione są w każdym kącie, bo od trzech miesięcy nie mają prądu.


Arkadiusz: - Na początku 2017 roku kupiliśmy mały domek do remontu w Ogrodzie im. Henryka Sucharskiego w Wejherowie. Brat kończył budowę swojego domu, zostało mu trochę materiałów, więc mi dał. Nie remontowałem z myślą, że będziemy tu mieszkać przez cały rok. Przymusiła nas sytuacja.


Wychowują czworo dzieci, najmłodsze ma rok, najstarsze - 10 lat. Ilona nie pracuje, Arkadiusz zarabia niecałe 2,5 tys. złotych.


Arkadiusz: - W grudniu przyszła pani elektryk i odłączyła nam prąd. Powiedziała, że już nie włączy, bo tu nie wolno mieszkać. Mówię: "Jak to? Na ogrodzie zamieszkanych jest ponad 90 domków!". Usłyszałem, że jestem tu nowy, a nowym nie pozwala się mieszkać, i prąd będzie wyłączany.


- Każdy domek można oddzielnie odłączyć? - pytam.

- Tak, jest rozdzielnia. Odłączają, komu chcą.


Arkadiusz z rodziną organizują życie bez elektryczności. Ogrzewają kominkiem, gotują na gazie, zakupy robią codziennie, bo nie mają lodówki, kąpią się i piorą u rodziny. Kiedyś sąsiadka pożyczyła im prądu (za pomocą przedłużacza), by mogli zrobić pranie. Już się wirowało, kiedy przyszedł ktoś z zarządu ogrodu. Za karę odłączyli prąd sąsiadce. Włączyli, kiedy obiecała, że już nie będzie pożyczała. Na następny dzień znowu jej wyłączyli na kilka godzin, tak ku przestrodze.


Arkadiusz: - W moim sąsiedztwie mieszkają razem trzy kobiety - pani z córką i wnuczką. Najstarsza jest po trepanacji czaszki. Od miesięcy nie mają prądu, bo zarząd im wyłączył. Gdyby miały się gdzie wyprowadzić, zrobiłyby to. My też nie jesteśmy cwaniakami. Wolelibyśmy mieszkać na normalnym osiedlu z normalnymi chodnikami, blisko szkoły i sklepów. Mieszkanie na działce jest dla nas koniecznością.


Prezeska ogrodu w Wejherowie tłumaczy, że postępowała zgodnie z ustawą i regulaminem Polskiego Związku Działkowców, a Arkadiusz z Iloną od początku wiedzieli, że nie będą mogli mieszkać na działce.


Co było wolno, a nie jest...

W Polsce jest około 5 tysięcy ogrodów, a w nich 960 tysięcy działek. Każdy działkowiec płaci rocznie od 300 do 800 złotych dzierżawy. W 2013 roku Sejm znowelizował ustawę o ogrodach działkowych. Weszły zapisy o zakazie zamieszkiwania i możliwości wypowiedzenia dzierżawy w przypadku budowy nadmetrażu. Można postawić tylko altanę o powierzchni do 35 metrów.


W Rodzinnym Ogrodzie Działkowym Sierosław II pod Poznaniem zamieszkanych jest blisko 200 na prawie 750 altan. Choć altana jest pojęciem względnym, bo może być konstrukcją zarówno z drewnianymi ścianami, jak i murowanym budynkiem.


Mieszkanka: - Kiedy kupiłam działkę, poszłam na obowiązkowy kurs działkowca. Mówili, że nasadzenia nie mogą mieć więcej niż metr, że nie wolno stawiać wysokich płotów; nikt nie mówił, że nie wolno mieszkać. Sam były prezes mieszkał od wiosny do jesieni w ponadmetrażowej altanie. Władze ogrodu dawały przyzwolenie. A mogli przyjść i powiedzieć do mnie: "Słuchaj, przestań wylewać fundamenty, bo są za duże. Przestań kłaść dach, bo nie wolno ci tu będzie mieszkać". Nikt się przez lata nie odzywał. Jesteśmy tu zameldowani i płacimy podatek za nadmetraż. Jeżeli to nielegalne, to dlaczego gminy nas meldują i biorą podatki?


Anastazja Wieczorek-Molga z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów: - Na działkach mieszkają tysiące ludzi. Altany powstawały przez kilkadziesiąt lat, a ich wielkość nie była rygorystycznie przestrzegana. Po latach Polski Związek Działkowców najpierw dopuścił do tego stanu, a teraz chce egzekwować od działkowców przestrzeganie ustawy.


Wolni działkowcy

W 2008 roku Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że można się meldować w rodzinnych ogrodach działkowych. Uzasadnił orzeczenie tym, że celem meldunku jest ewidencja ludności. Sądy nie rozstrzygają, czy ktoś ma prawo do przebywania w budynku.


Pod koniec 2017 roku w Sali Kolumnowej Sejmu odbyła się konferencja zbuntowanych działkowców.


- Głównym celem było uświadomienie posłom i opinii publicznej skali problemu, jakim jest wyrzucanie ludzi z działek - mówi wiceprezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Ogrodów Działkowych "Forsycja" Marek Odlanicki-Poczobutt. - Chcielibyśmy, aby wprowadzono abolicję dla tych, którzy przed 2013 rokiem pobudowali za duże altany i zamieszkali. Na razie abolicji nie ma.


Musieliby wyrzucić tysiące

Michalina z okolic Głogowa podczas wieczornego spaceru po ogrodzie liczyła, w ilu oknach świeci się światło. Naliczyła 40. Choć ludzie coraz częściej się zasłaniają. Ona nie chciała życia na działce, ale córka nie dała jej wyboru.


- Zadłużyła nasze mieszkanie. Chowała przede mną pocztę i rachunki. Po sprzedaży mieszkania zamieszkałam z mężem na działce. Wtedy zarząd założył nam w sądzie sprawę eksmisyjną. W tym czasie zachorowałam na raka piersi, a mąż się rozpił. Przygniotła go moja choroba i przeżywał widmo eksmisji. Na szczęście zmienił się zarząd i powiedziano nam, że możemy zostać. Ja wyzdrowiałam. Mąż się nie podniósł.


Michalina rozumie, że nie można z działek zrobić normalnego osiedla, bo to w końcu miejsce na rekreację. Ale zna ludzi, którzy mają w mieście mieszkanie, wynajmują je komuś, a sami mieszkają na działce. Zna też takich, którzy budują w ogrodzie willę, jeżdżą drogim samochodem i mieszkają, bo chcą. Jednak najwięcej zna takich, których do przeprowadzki do ogrodu zmusiła sytuacja.


- Kiedy chciano mnie eksmitować z działki, chodziłam do prezydenta Głogowa Rafaela Rokaszewicza. Powiedział, żebym się nie bała, bo jeśli mnie wyrzucą, to musieliby wyrzucić tysiące ludzi w całej Polsce. Tego się trzymam, ale eksmisja nade mną wisi.


Zjawisko ma zamierać

W 2016 roku spotkałem się w Warszawie z prezesem PZD Eugeniuszem Kondrackim. Zapis rozmowy znalazł się w magazynie "Duży Format". Przytaczam w skrócie: "Na wprost mnie prezes i mecenas Bartłomiej Piech, obok dział medialny w postaci Agnieszki Hrynkiewicz.


Prezes Kondracki: - Jeżeli chodzi o ludzi, którzy mieszkają w psich budach, a nie altanach, to nasze działania doprowadzą do tego, że miasta dadzą im mieszkania socjalne. Jeżeli chodzi o tych, co prowadzą działalność gospodarczą, to należy ich stamtąd wyprowadzić. Działkowcy nie chcą mieć rozjeżdżonych alejek, nie chcą hałasu, ale spokoju.


- A ci, co nie mieszkają w psich budach i nie prowadzą działalności, tylko mają ładne domy?

- Nadzór budowlany powinien nakazać rozbiórkę.

- Polski Związek Działkowców przez lata przyzwalał na mieszkanie na działkach.

Prezes: - Jest prawie 5 tysięcy ogrodów, w zarządach jest 100 tysięcy ludzi, nie jesteśmy w stanie czuwać nad każdym.

Hrynkiewicz: - Znam historie, że prezesi bali się zwracać mieszkańcom uwagę. Były zastraszenia, pobicia, podpalenia.

- Ile osób w całym kraju mieszka na działkach?

- Policzyliśmy, że to 0,6 procent wszystkich działkowiczów [tych jest grubo ponad milion].

- Na jakiej podstawie stwierdza się, że jedni mogą mieszkać na działkach, a drudzy nie mogą?

Mecenas Piech: - Nawet jeśli przepis traktowany jest wybiórczo, to efekt będzie taki, że zjawisko zacznie zamierać.

- Czyli przeprowadzą państwo pokazowe eksmisje?

- Nikt z PZD nie czerpie przyjemności z tego, że kobieta, która uciekła z dziećmi przed mężem alkoholikiem, miałaby być eksmitowana do noclegowni. Ale to jest absurdalne rozwiązanie prawne, że jeśli ktoś mieszka w jakimś lokalu, ma prawo się tam zameldować. Teoretycznie z tego wynika, że jak pan zajmie toaletę na Dworcu Centralnym, zacznie mieszkać, to też powinni pana tam zameldować.


Jeśli przyjmiemy za rzetelne wyliczenia PZD, to w Polsce na działkach mieszka ponad siedem tysięcy ludzi. Nijak się to ma do szacunków stowarzyszenia Forsycja, według których tylko w okręgu poznańskim na działkach mieszka co najmniej pięć tysięcy. A zatem w całym kraju - dziesiątki tysięcy. Tyle że oprócz PZD nikt nie prowadził badań w skali Polski. Marek Odlanicki-Poczobutt z Forsycji: - Ludzie mają na działkach cały swój dorobek życia. Teraz się boją, że mogą stracić wszystko. Nie ma jeszcze masowych eksmisji, są tylko pokazówki. Mają przestraszyć innych".


Tylko w okolicach Poznania na działkach mieszka stale co najmniej 5 tysięcy osób. Część dlatego, że chce, większość dlatego, że musi.


Autor: MARCIN WÓJCIK

 

 
PDF Drukuj Email

Kolejne ogrody wychodzą z PZD


Kolejne ogrody wychodzą z PZD. Wiele z nich podejmuje decyzje właśnie dlatego, że nie zgadza się z polityką Związku. Przyjrzyjmy się statutowi PZD, który systematycznie jest modyfikowany przez działaczy Związku. Jednak zmiany przede wszystkim wprowadzane są za wiedzą i na potrzeby działaczy.

 

W 2005 r. zmiana statutu i regulaminu wynikała z wprowadzenia ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych. Warto jednak zauważyć, że nikt nad nimi nie miał kontroli. Bowiem Polski Związek Działkowców, jednostka powołana ustawą, nie podlegał kontroli, tak jak jego akty wewnętrzne.


Kolejnym etapem był wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który faktycznie uznał za niekonstytucyjne 24 artykuły ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych.  Potem zmiany płynęły jak woda. W 2013 r. weszła  w życie ustawa o rodzinnych ogrodach działkowych.  Problem jednak w tym, że od tej pory PZD, jako stowarzyszenie, podlega również ustawie o stowarzyszeniach, a jego statut wymaga weryfikacji Sądu. Tego jednak nie potrafią zrozumieć działacze, którzy wprowadzają zmiany do statutu kiedy tylko przyjdzie im na to ochota. Nieważne, że zmiany nie zostały jeszcze zweryfikowane przez właściwy sąd. Tak było w dniu 13 października 2014 r. gdy PZD uchwalił statut i postanowił wprowadzić go natychmiast w życie. Interpretacja Związku była jednoznaczna, my przyjęliśmy zmiany a więc obowiązują i nikomu nic do tego. Dopiero teraz PZD przyznaje się do tego, że ten statut narzucony został do stosowania, pomimo iż nie podlegał kontroli sądowej. Na jego podstawie rozstrzygano sprawy w ogrodach, a organy wyższe Związku, w oparciu o jego zapisy, podejmowały decyzje. Dzisiaj działkowcy wygrywają sprawy w sądach, a PZD płaci koszty postępowań. Niestety nie idą one z kieszeni  aroganckich działaczy i władz związkowych, a z kieszeni  naszych, działkowych.


Nikt nie zauważa, że ten zwariowany taniec nie ma nic wspólnego z zarządzaniem ogrodami i dobrem działkowców. Od dłuższego czasu zarządy ROD, a nawet okręgowe zarządy już nie nadążają za pomysłami „góry” i rozstrzygają sprawy powołując się na nieistniejące paragrafy, albo jako podstawę  prawną podają przepisy, których treść nijak się ma do rozstrzygnięcia. Podstawą odwoływania zarządów ROD, które są „ niepokorne” oraz działkowców mających własne zdanie, są przepisy z nieaktualnych zapisów statutu lub nowych nie zarejestrowanych w KRS zmian. Chciejstwo działaczy do ukarania nieposłusznych jest niepohamowane. Takie przypadki nie są odosobnione, przecież zarządy ROD to społecznicy a nie prawnicy.


Zobaczcie sami  niedawno uchwalony na XII Krajowym Zjeździe Delegatów PZD w dniu 2 lipca 2015 r.  statut został wydrukowany i przesłany do ogrodów, ale są już kolejne zmiany. Właśnie ostatnio kolejny XIII Krajowy Zjazd Delegatów w dniu 9 grudnia 2017 r.  dokonał szeregu zmian, które 23 lutego 2018 r. zostały zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym. Ten zmodyfikowany po raz kolejny statut, między  innymi wprowadza nowy twór w postaci Okręgowej Rady (19-39 osób),  która wybiera ze swojego  grona Okręgowy Zarząd ( 7-11 osób). Nowe nazwy w starej strukturze wprowadzają zamieszanie i dezorientację. Kto zapamięta, że obecnie Okręgowa Rada to dotychczasowy Okręgowy Zarząd, który z kolei  zajmie miejsce Prezydium Okręgu.  Od tej pory Okręgowy Zarząd może otrzymywać wynagrodzenie za wykonywane czynności. Oczywiście na te wynagrodzenia muszą się znaleźć środki, a skąd oczywiście od działkowców.

 


Właśnie dlatego coraz więcej działkowców ma dość rozbuchanej administracji. Chcą  w swojej małej ojczyźnie „Ogrodzie” mieć własne struktury, które będą dostosowane do ich potrzeb i oczekiwań. Własny statut i regulamin  uwzględniające wielkość ogrodu, oraz koszty funkcjonowania  związane z potrzebami technicznymi, ale również możliwościami finansowymi działkowców. Jednak przede wszystkim chcą mieć  osobowość prawną, podejmować własne decyzje, za które wezmą odpowiedzialność.

 
PDF Drukuj Email

Kolejne zwycięstwo działkowców w walce z tzw. działaczami PZD.


Jak donosi Gazeta Giżycka.pl były Prezes ROD im. W. Kętrzyńskiego w Giżycku zwrócił do kasy tego ogrodu ponad 22.000,00 słownie dwadzieścia dwa tysiące złotych.

 

Pisaliśmy o tej sprawie na naszych stronach. Patrz artykuł Brakuje kasy w kasie ogrodów czy artykuł Działkowcy piszą a władze PZD milczą. Istotna wydaje się informacja, że powyższy zwrot nastąpił dopiero po złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego już na szczęście Prezesa ROD im. W. Kętrzyńskiego w Giżycku, który jednocześnie pełnił funkcję Pierwszego Wiceprezesa Okręgowego Zarządu Warmińsko-Mazurskiego PZD.

 

Co ciekawsze, żadna informacja o odwołaniu  Pierwszego Wiceprezesa Okręgowego Zarządu Warmińsko-Mazurskiego PZD nie pojawiła się w komunikatach z posiedzeń prezydium OZ w dniu 03.01.2018 ani w dniu 07.03.2018

 

Bardzo ciekawa jest natomiast informacja z posiedzenia Okręgowego Zarządu Warmińsko-Mazurskiego PZD z dnia 28.02.2018 r.

 

Znalazł się tam następujący zapis, cytuję: „a Pan Jerzy Giezek Prezes ROD „Miejski” w Działdowie został wybrany Pierwszym Wiceprezesem Okręgowego Zarządu.”

 

Jak widać ani słowa o przyczynach zmiany na tej funkcji. W związku z tą informacją nasuwa się szereg pytań np.:

 

Czy poprzedni wiceprezes został odwołany czy sam złożył rezygnację – z jakiego powodu?

 

Czy tym powodem był protokół z kontroli przeprowadzonej przez Okręgową Komisję Rewizyjną w dniu 12.03.2018 r. w ROD im. W. Kętrzyńskiego w Giżycku na żądanie władz ogrodu, które wykryły nieprawidłowości w gospodarce finansowej ogrodu?

 

Czy może złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, które to zawiadomienie złożył do organów ścigania Zarząd ROD pod przewodnictwem nowego Prezesa ROD im. W. Kętrzyńskiego w Giżycku Pana Adama Bonisławskiego?

 

Chętnie udostępnimy naszą stronę do złożenia wyjaśnień przez władze PZD.

 

 
PDF Drukuj Email

Jakimi ogrodami rządzi Prezes Kondracki cz. 8?


Imperium działaczy Polskiego Związku Działkowców w sposób nieubłagany sypie się w gruzy. Kolejne ogrody opuszczają tą strukturę (PZD) i zakładają własne stowarzyszenia, które przejmują prowadzenie Rodzinnych Ogrodów Działkowych. Skala zjawiska opuszczania PZD przybiera na sile można stwierdzić, że ma już charakter masowy. Dla przykładu podajemy przykładowe stowarzyszenia które zarejestrowały się na terenie województwa pomorskiego.


1. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "NIEZAPOMINAJKA" W SZTUMIE Sztum  nr KRS 0000509322

2. STOWARZYSZENIE OGRODOWE RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO IM. JÓZEFA WYBICKIEGO Gdańsk nr KRS 0000513552

3. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "KARPATY" RODZINNY OGRÓD DZIAŁKOWY Gdynia nr KRS 0000514645

4. STOWARZYSZENIE OGRODOWE MALINA W CZARNEJ WODZIE Czarna Woda nr KRS 0000523806

5. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "BAŁTYK" PUCK Puck nr KRS 0000524306

6. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "GÓRA TRZEBIŃSKA" Ostrzyce nr KRS 0000530994

7. STOWARZYSZENIE OGRODOWE RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO "KACZEŃCE" Gdańsk nr KRS 0000536880

8. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "PEMAL" W MALBORKU Malbork  nr KRS 0000546671

9. STOWARZYSZENIE OGRODOWEGO RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO "WARYŃSKI"  Gdańsk nr KRS 0000549121

10. STOWARZYSZENIE OGRODOWE IM. T. WENDY Gdynia nr KRS 0000558987

11. STOWARZYSZENIE OGRODOWE RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO KOMUNALNIK Gdańsk nr KRS 0000658750

12. STOWARZYSZENIE OGRODOWE IM. WINCENTEGO WITOSA Gdańsk nr KRS 0000682713

13. STOWARZYSZENIE OGRODOWE "KARPATY" RODZINNY OGRÓD DZIAŁKOWY Gdynia nr KRS 0000514645

14. RODZINNY OGRÓD DZIAŁKOWY "NASZ OGRÓD" Człuchów nr KRS 0000535250

15. WYPOCZYNKOWY RODZINNY OGRÓD DZIAŁKOWY "PROMENADA" W CZŁUCHOWIE Człuchów nr KRS 0000544532

16. STOWARZYSZENIE RODZINNYCH OGRODÓW DZIAŁKOWYCH Rajkowy nr KRS 0000386163

17. STOWARZYSZENIE RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO "NAD RUCZAJEM" Kwidzyń nr KRS 0000494512

18. STOWARZYSZENIE RODZINNEGO OGRODU DZIAŁKOWEGO "KACZEŃCE" Gdańsk nr KRS 0000495710

 

Patrz także poprzedni artykuł z tego cyklu.

 
PDF Drukuj Email

Żydzi 2.0

Przez media przetacza się fala oburzenia, związana z nowelizacją ustawy o IPN-ie. Oburzenie słuszne, ale wybiórcze, ponieważ te same media zdają się nie zauważać tego, że prawica, korzystając ze sprawdzonych, hitlerowskich wzorów robi to samo z inną grupą społeczną, a mianowicie z emerytami mundurowymi, których "żydostwo" polega na tym, że dłużej lub krócej służyli w organach bezpieczeństwa PRL.

Najpierw, w 2009 roku po raz pierwszy obniżono im emerytury. Oprócz Urbana, chyba żaden dziennikarz nie stanął w ich obronie. Żaden dziennikarz nie zadał też sobie trudu przeanalizowania kuriozalnego uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego do sprawy K-6/09, który to wyrok "uświęcał" kradzież świadczeń. Mimo zdań odrębnych kilkorga szlachetnych członków Trybunału, tak bardzo dziś chwalony symbol praworządności, sędzia Rzepliński nie miał żadnych wątpliwości, że ustawa jest "sprawiedliwa", a okadzeni emeryci mogli i powinni spodziewać się takiego obrotu sprawy, bo przecież o negatywnej ocenie służby przed 1990 rokiem i obniżeniu świadczeń mówiło się od kilkunastu lat. I powiedział to prawnik! Profesor prawa!!! Co prawda Trybunał "łaskawie" przyznał, że świadczenia za służbę po 1990 roku są nienaruszalne, ale jednocześnie, wykazując się amatorszczyzną i nieznajomością tego, o czym rozstrzygał pozostawił furtkę do przyszłego zaboru świadczeń, ponieważ „pocieszył” okradzionych, że przecież pozostawione emerytury nawet po obniżkach są wyższe od przeciętnej ZUSowskiej. "Zapomniał" tylko dodać, że są to emerytury za służbę po 1990 roku. Ale tego żaden dziennikarz nie zauważył. Zauważył za to PiS i wykorzystał to "zapomnienie" Trybunału do ponownej kradzieży świadczeń.

Uchwalenie drugiej ustawy obniżającej świadczenia poprzedziła prawdziwie goebbelsowska akcja propagandowa. I tak jak wszyscy Żydzi mieli roznosić choroby, wszy, czy mordować dzieci, tak wszyscy emeryci policyjni z "przeszłością" mieli torturować i mordować opozycjonistów, służyć wydumanemu państwu totalitarnemu (o Sowietach już nie wspomnę), strzelać do górników z "Wujka" czy rozpędzać demonstracje. Te i podobne "mądrości" publicznie głosili nie jacyś nawiedzeni pensjonariusze leczniczego zakładu zamkniętego, ale członkowie Rządu i parlamentarzyści. Wystarczyłoby poczytać stenogramy sejmowe i senackie. Ale żaden dziennikarz nie zdobył się na taką analizę.

Hitlerowcy zaczynali rozprawę z Żydami od wyizolowania ich ze społeczeństwa, odhumanizowanie i pozbawienie wszelkich praw. Historia się powtarza, z tym, że nie ma już Żydów, są za to „ubecy”. Przy czym kategoria ta staje się coraz bardziej pojemna, bo dołączają do niej inne grupy zawodowe. Na przykład żołnierze. I tak najpierw tych współczesnych „Żydów” zmuszono do odejścia ze służby. Pewnie w imię czystości rasowej, a potem okradziono ich po raz drugi. W międzyczasie wprowadzane były i są regulacje prawne, uniemożliwiające im dostęp do niektórych urzędów czy funkcji. Mało tego, czujni, prawicowi dziennikarze odkryli spisek polegający na tym, że jakieś kancelarie adwokackie mają czelność bronić tych „Żydów” i prowadzić ich sprawy odwoławcze. Czyli jakie tam prawo do odwołania, do obrony. Tego nowego antysemityzmu żaden dziennikarz także nie zauważa.

Znaleźli się jednak "sprawiedliwi", którzy chcą represjonowanych emerytów ocalić i wysłuchać. Dlatego pod koniec lutego bieżącego roku, ci „Żydzi” jadą do Brukseli, żeby powiedzieć Europie, jak zostali potraktowani przez własny kraj, jak ten kraj podziękował im za wieloletnią służbę. Dlaczego do Brukseli a nie do Warszawy? Bo w Warszawie już próbowali, ale ponieważ uważani są przez władze za podludzi, nikt nie chciał ich wysłuchać.

Już słyszę jazgot dziennikarskich autorytetów moralnych i niespełnionych „pulicerów” w rodzaju Ziemkiewicza, Gmyza, Semki czy Karnowskiego, o "donoszeniu", "kalaniu" a nawet o "zdradzie" i "Targowicy". Ale jazgot ten będzie tylko niepodważalnym dowodem ich antysemityzmu w wersji 2.0, nie dotyczącego jednak potomków Mojżesza, ale mundurowych emerytów, którzy "ośmielili się" walczyć o prawa, przysługujące każdemu wolnemu, niekaranemu obywatelowi polskiemu

Czego się obawiam? Że Ziemkiewicz i spółka będą jedynymi, którzy poruszą ten temat. Dlaczego? Bo pozostałe media od kilkunastu już dni są zajęte zmianą ustawy o IPN, ofiarami Holocaustu i nie dostrzegają tego, że pod ich nosami straciło życie już ponad 30 ofiar współczesnego antysemityzmu. Dla nich to za mało krwi, więc "temat" nie jest nośny i jako taki nie zasługuje na uwagę. Co najwyżej na „rzetelną” wzmiankę o takim wydarzeniu.

A może warto to zmienić? Może warto nagłaśniać ten antysemityzm 2.0. Póki nie jest za późno. Za rok bowiem może okazać się, że do emerytów mundurowych dołączą inne grupy zawodowe, które "zhańbiły polską krew" pracą czy służbą w PRL-u, a wszyscy będą musieli na odzieży nosić znak z literą (K). Jak komunista. Bo tak zarządzi Prezes.

Liczę na to, że znajdą się jednak rzetelni i obiektywni dziennikarze, którym faktycznie zależy na prawdzie, a nie na taniej sensacji, którzy odrzucą obowiązujące schematy i "prawdy", którzy uczciwie opiszą to, co spotkało osoby, których jedyną "winą" jest to, że żyły i pracowały w "niewłaściwych" czasach. Bo jak dotąd, oprócz znającego temat Rozenka, pozostałe, mieniące się dziennikarzami osoby, w większym lub mniejszym stopniu, bezrefleksyjnie powielają prawicową, „antysemicką” narrację.

IGI.

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 120